W badaniu Eurobarometru Parlamentu Europejskiego z 2026 r. 47 proc. osób wskazało inflację, rosnące ceny i koszty życia jako sprawy, którymi powinien zajmować się Parlament Europejski, a 34 proc. – obronę i bezpieczeństwo. 85 proc. Europejczyków uważa zmianę klimatu za poważny problem. Z kolei aż 92 proc. uważa, że ochrona dzieci i młodzieży w internecie powinna być jednym z priorytetów Unii. Dlatego rozprawiamy się z mitami.
1. „Parlament Europejski nie ma właściwie żadnego wpływu na obronność, bo obrona to wyłącznie sprawa państw”.
MIT
To prawda, że Parlament Europejski nie dowodzi europejską armią, bo taka armia nie istnieje. Nie może zdecydować o wysłaniu polskich, francuskich czy niemieckich żołnierzy na wojnę. Wojska pozostają pod kontrolą państw członkowskich.
Nie oznacza to jednak, że Parlament nie ma wpływu na bezpieczeństwo Europy. Parlament choćby uczestniczy w kształtowaniu budżetu i przepisów dotyczących m.in. przemysłu obronnego, wspólnych zakupów i produkcji uzbrojenia. Od 2025 r. działa w nim Komisja Bezpieczeństwa i Obrony – SEDE, zajmująca się m.in. europejską polityką bezpieczeństwa, odpornością na zagrożenia hybrydowe i przemysłem obronnym.
Prace SEDE nie kończą się na raportach. Przykładem jest mobilność wojskowa: po politycznych postulatach Parlamentu Europejskiego dotyczących stworzenia „wojskowego Schengen” wynikających z zaleceń raportu tej komisji, Komisja Europejska przedstawiła pakiet legislacyjny, a w 2026 r. SEDE wraz z parlamentarną komisją transportu rozpoczęła pracę nad konkretnym rozporządzeniem mającym uprościć przemieszczanie wojsk i sprzętu między państwami.
W 2026 r. uczestniczyła w pracach nad aktem prawnym Defence Readiness Omnibus. Ma on przełożyć postulaty dotyczące szybszej rozbudowy europejskich zdolności obronnych na konkretne przepisy: mniej barier przy wspólnych zakupach, łatwiejsze przemieszczanie sprzętu między państwami Unii Europejskiej i szybsze procedury dla inwestycji obronnych. Po uzgodnieniu stanowiska Parlamentu i Rady Unii Europejskiej przepisy przechodzą do formalnego przyjęcia i wejścia w życie.
Dobrym przykładem praktycznego wpływu Parlamentu jest pierwszy Program na rzecz europejskiego przemysłu obronnego (European Defence Industry Programme – EDIP). W 2025 r. Parlament przyjął przepisy o programie wartym 1,5 mld euro, którego celem jest zwiększenie wspólnych zakupów, produkcji sprzętu i zdolności europejskiego przemysłu obronnego. Podczas negocjacji europosłowie doprowadzili m.in. do wprowadzenia zasady preferującej europejskie komponenty: w finansowanych produktach udział komponentów pochodzących z niestowarzyszonych państw trzecich nie może przekraczać 35 proc. ich wartości. Dzięki Parlamentowi powstał program SAFE – ten, z którego Polska otrzyma do 43,7 miliarda euro (czyli około 180–186 miliardów złotych) w formie niskooprocentowanych pożyczek (oprocentowanie ok. 3 proc.).
- Stalowa Wola, miasto, które znam, dostanie 13 mld złotych na produkcję, na inwestycje w zakłady zbrojeniowe i całe otoczenie tych zakładów i kilka tysięcy miejsc pracy w samej Stalowej Woli. To jest realna kasa, a pomysł wykuwał się w Parlamencie Europejskim – powiedział Robert Biedroń, poseł do Parlamentu Europejskiego z ramienia Nowej Lewicy w programie Adama Federa „Komentery”.
2. „Europejska polityka klimatyczna to tylko nowe opłaty, których koszty ponoszą zwykli obywatele”.
MIT
Opłaty rzeczywiście są. Najwięcej emocji wywołuje system ETS, czyli handel uprawnieniami do emisji CO₂. Muszą je kupować zakłady przemysłowe, jeśli emitują szkodliwe związki do atmosfery. Jego nowa część – ETS2 – obejmie paliwa wykorzystywane w budynkach i transporcie drogowym. Pierwotnie system miał ruszyć w 2027 r., ale przepisy zostały zmienione i obecnie jego uruchomienie przewidziane jest na 1 stycznia 2028 r.
Uprawnienia będą kupować dostawcy paliw, a analizy Parlamentu przyznają, że część kosztów może zostać przeniesiona na odbiorców paliwa i ogrzewania. Dlatego nie byłoby uczciwe twierdzić, że polityka klimatyczna nie wiąże się z obciążeniami. Jednak pomija się mechanizmy mające je ograniczać. Europejskie prawodawstwo uchwalane prze Parlament Europejski daje postawy do uruchamiania funduszy chroniących przedsiębiorców, konsumentów oraz miejsca pracy.
Od 2026 r. działa Społeczny Fundusz Klimatyczny, który ma dysponować kwotą co najmniej 86,7 mld euro. Środki mogą finansować termomodernizację domów, zmianę źródeł ogrzewania, transport publiczny i niskoemisyjny, a także czasowe wsparcie dochodowe dla osób najbardziej dotkniętych wzrostem kosztów energii i transportu.
Drugim przykładem jest Fundusz na rzecz Sprawiedliwej Transformacji. Parlament już w 2018 r. wzywał do utworzenia specjalnego funduszu dla regionów i pracowników najbardziej dotkniętych odchodzeniem od gospodarki wysokoemisyjnej. Dziś środki służą m.in. przekwalifikowaniu pracowników, tworzeniu nowych miejsc pracy oraz przekształcaniu terenów poprzemysłowych. Największym europejskim beneficjentem tych pieniędzy jest Śląsk.
Polscy deputowani do Parlamentu Europejskiego podkreślają, że działają na rzecz obniżenia kosztów systemu ETS i ich wpływu na gospodarstwa domowe.
- Idealnie byłoby odwołać ETS2, bo dzisiaj są inne potrzeby niż jeszcze kilka lat temu. Jest inne myślenie w Europie, świadomość, że ta wojna nie dotyczy tylko Ukrainy, ale dotyczy nas wszystkich. Irlandia, Portugalia, Hiszpania – wydawałoby się, co oni mają do Ukrainy, a jednak ich też dotyczy wzrost cen energii – mówi poseł Michał Kobosko w programie „Komentery”.
Polska lobbuje w Parlamencie Europejskim za transformacją energetyczną. Jak mówi poseł Borys Budka „robioną z głową, dla ludzi”.
- Po pierwsze kwestia ETS2. Uważamy, że te rozwiązania nie mogą teraz, w tej postaci wejść w życie, bo by obciążały kieszenie polskich kierowców i mieszkańców domów. Po drugie – techniczne przepisy dotyczące ETS1, żeby można było odciążyć polskie firmy – wyjaśnia Budka.
3. „W zderzeniu z Big Techem jesteśmy bezbronni – wielkie platformy same ustalają zasady”.
MIT
Nieufność nie bierze się znikąd. Jeszcze w badaniu Digital Decade z 2024 r. tylko 45 proc. Europejczyków uważało, że Unia Europejska dobrze chroni ich prawa w środowisku cyfrowym. W 2026 r. 47 proc. deklarowało, że dotyka ich problem niewłaściwego wykorzystywania danych osobowych, a 92 proc. uznawało ochronę dzieci online za priorytet. W ostatnich latach zmieniło się jednak to, że relacji użytkownik–platforma nie określa już wyłącznie regulamin napisany przez właściciela serwisu. Europejskie prawo staje w obronie użytkowników internetu, w szczególności tych najmłodszych. Dzieje się to dzięki aktom prawnym:
- Digital Services Act (DSA) zakazuje m.in. reklam opartych na profilowaniu dzieci (czyli śledzeniu ich zachowań w celu dopasowywania przekazu) oraz tzw. dark patterns – projektowania stron i aplikacji w sposób manipulujący decyzjami użytkownika. Platformy dostępne dla dzieci mają obowiązek zapewnienia wysokiego poziomu ich prywatności i bezpieczeństwa, a największe platformy muszą analizować i ograniczać zagrożenia wynikające także z działania algorytmów rekomendacyjnych. Algorytm to zestaw reguł i instrukcji, które programy komputerowe wykorzystują do analizowania ogromnych ilości danych oraz podejmowania decyzji dotyczących tego, co wyświetlić użytkownikowi, a co przed nim schować.
- Digital Markets Act (DMA) dotyczy największych cyfrowych „gatekeeperów” (strażników dostępu), czyli gigantów technologicznych kontrolujących kluczowe platformy i przepływ informacji. Ma ograniczać sytuacje, w których właściciel platformy wykorzystuje swoją dominującą pozycję, by faworyzować własne usługi. Użytkownicy mają m.in. większą możliwość zmiany ustawień domyślnych, usuwania aplikacji zainstalowanych przez producenta sprzętu czy korzystania z usług konkurencji. Przepisy ograniczają też łączenie danych osobowych do celów reklamowych bez odpowiedniej zgody.
- AI Act wprowadza zakazy dotyczące określonych manipulacyjnych zastosowań sztucznej inteligencji, w tym wykorzystywania podatności ludzi związanej np. z wiekiem, jeśli może to prowadzić do poważnej szkody.
- Cyber Resilience Act dotyczy bezpieczeństwa samych urządzeń i programów. Router Wi-Fi, kamera, smartwatch, elektroniczna niania czy inteligentna zabawka nie powinny być bezpieczne wyłącznie dlatego, że właściciel pamiętał o zmianie hasła. Nowe przepisy nakładają obowiązki cyberbezpieczeństwa także na producentów – od projektowania produktu po zapewnianie aktualizacji usuwających podatności. Parlament doprowadził m.in. do objęcia podwyższonymi wymogami kamer bezpieczeństwa, elektronicznych niań, asystentów smart home, smartwatchy i inteligentnych zabawek.
Czy oznacza to, że wszystkie problemy zostały rozwiązane? Nie. Parlament sam wskazuje dziś na kolejne wyzwania: uzależniające mechanizmy platform, influencer marketing kierowany do dzieci, uzależniające mechanizmy płatności w grach (tzw. lootboxy) czy „żyć” i są uzależniające.
Jednak obywatel nie jest całkowicie bezbronny. Unijne prawo coraz częściej przenosi część odpowiedzialności z pojedynczego użytkownika na platformę, producenta i dostawcę technologii – a Parlament Europejski jest jednym z dwóch unijnych prawodawców, którzy te zasady przyjmują.