Jak wyciągnąć zespół z kryzysu i sprawić, by nad Brynicą znowu zaświeciło słońce? Jest osoba, która zna lekarstwo na chorobę w ekipie beniaminka.
- Przyjechałem do Sosnowca, bo jest to drużyna, z którą można wiele osiągnąć. Trzeba dać im pozytywny impuls, który tchnie nowego ducha w drużynę i zaczną wygrywać - mówi nowy trener Zagłębia Romuald Szukiełowicz (58 l.).
- Czy to oferta z Sosnowca zadecydowała o pana powrocie z Ameryki?
- Do Polski wróciłem jeszcze w wakacje. Tutaj mam rodzinę i tutaj czuję się najlepiej, mimo że pobyt w Stanach będę miło wspominał. Kiedy pojawiła się propozycja pracy, do tego w klubie pierwszoligowym, nie wahałem się. Zdaję sobie sprawę, w jakiej sytuacji jest klub i jaki ogrom pracy mnie czeka.
- Jak dotrzeć do zawodników, którzy mają świadomość, że i tak zostaną zdegradowani?
- Moi gracze muszą sobie uświadomić, że walcząc o każdy punkt, walczą również o swoją przyszłość. Oni nie są winni temu, że klub został karnie skazany na spadek. Sosnowiecka ekipa to mieszanka młodości z doświadczeniem. W tym zespole drzemie potencjał, który ja postaram się wydobyć. Jeśli moi podopieczni wykażą się maksymalnym zaangażowaniem i będą realizować założenia taktyczne, to wszyscy będą zadowoleni. Degradacja nie jest taka groźna jak się wydaje. Rozpatrywane jest odwołanie w PZPN i karta jeszcze może się odwrócić. Ludzie, z którymi mam do czynienia, są gwarantem tego, że tu jest już normalnie i możemy się skupić na sportowej stronie ligowego bytu.
- Pański debiut w Zagłębiu był udany?
- Myślę, że tak. Remis z Widzewem (0:0) jest zadowalający, tym bardziej że mogliśmy przegrać. Moi zawodnicy za bardzo chcą wygrać. Nie mogą się pogodzić z tym, że tracą punkty. Każdy w drużynie wychodzi na boisko z myślą o utrzymaniu i walce do upadłego. Gdy zespół jest "bity" w każdym meczu i traci punkty, nie łatwo jest się podnieść. Mam nadzieję, że ten remis spowoduje, że zaczniemy zdobywać seryjnie punkty i odbijemy się od dna.
- Będzie pan chciał pogrążyć trenera Lenczyka w najbliższym meczu?
- W sobotę jedziemy do Bełchatowa i nie będziemy grać przeciwko trenerowi tylko drużynie. Oresta znam bardzo dobrze. Mieliśmy okazję współpracować i wiem, że jemu też nie jest łatwo. Drużyna GKS-u w ostatnich spotkaniach nie była w najlepszej dyspozycji, ale to dalej jest wicemistrz Polski i to oni będą faworytami. Nie oznacza to jednak, że jedziemy tam na egzekucję.