Choroba zaatakowała panią Danutę krótko po drugim porodzie. Nie mogła ona uwierzyć w to, co widzi w lustrze gdyż zaczęły jej rosnąć uszy, nos, usta. – To był horror. Wysuwała mi się do przodu szczęka, rozchodziły zęby – opowiada. Wygląd pani Danuty zmienił się tak mocno, że na ulicy nie rozpoznawały jej nawet jej własne koleżanki. – Gdy rosły mi ręce, bolało mnie tak bardzo, że miałam nawet ochotę je sobie odciąć – szczerze przyznaje. Nie przypuszczała ona wówczas, że to może być choroba, przyjmując, że zmiany jej ciała wywołała ciąża.
Pacjenci cierpiący na akromegalię nie zmieniają się z dnia na dzień. Dlatego powiększające się rozmiary czy też rosnące dłonie mylnie przypisuje się np. procesowi starzenia – mówi prof. Marek Ruchała z Katedry i Kliniki Endokrynologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.
Niestety, pani Danuta do specjalisty endokrynologa, który zdiagnozowałby jej chorobę dotarła za późno. Gdyby trafiła wcześniej leczenie byłoby o wiele prostsze. – Dziś w Polsce leczymy akromegalię na światowym poziomie. Problemem jest diagnostyka, dlatego tak ważne jest szerzenie wiedzy o tej chorobie – mówi prof. Ruchała.