Pionierska operacja zespołu śląskich lekarzy. Załatali mu serce bez skalpela

2017-02-16 21:48

Janusz Więsek (61 l.) jeszcze kilkanaście dni temu dosłownie stał nad grobem. Jego serce nie wytrzymało. Trafił do szpitala z rozległym zawałem. W lewej komorze serca miał dziurę, w dodatku jedna z zastawek serca się nie odmykała. Wtedy do akcji wkroczyli kardiolodzy z Górnośląskiego Centrum Medycznego w Katowicach. Naprawili serce mieszkańca i to nie chwytając nawet za skalpele. Zabieg przeprowadzony nowatorskimi metodami udał się znakomicie.

Dziś Janusz Więsek czuje się znacznie lepiej. Nie dość, że jego serce jest znowu w pełni sprawne, to jeszcze został pierwszym pacjentem w Polsce, któremu lekarze pomogli nie otwierając w ogóle klatki piersiowej. - Teraz już czuję się dobrze. Lekarze mi podremontowali serce, nawet już trochę mogę chodzić, niewiele brakowało, a byłoby całkiem inaczej. To ciekawe uczucie być ewenementem na światową skalę – mówi z uśmiechem mieszkający w Mikołowie pan Janusz. Mikołowianin trafił do szpitala z zawałem. Po badaniach okazało się, że ściana lewej komory serca jest pęknięta. Krew wlewała się do osierdzia i tworzyła tętniaka, który w każdej chwili mógł pęknąć W dodatku zastawka mitralna nie domykała się, co z kolei powodowało wlewanie się krwi do przedsionka serca. - Nie było czasu do stracenia. Z powodu zbyt dużego ryzyka po konsultacjach z kardiochirurgami musieliśmy zrezygnować z ich usług. Serce musieliśmy na razie wspomagać specjalną pompą i podjąć inne działania – mówi prof. Zbigniew Gąsior, kierownik II oddziału kardiologii w GCM w Katowicach.

Kardiolodzy z Katowic postanowili wykorzystać w leczeniu serca nowoczesne technologie. Naprawę serca przeprowadzili w dwóch etapach. - Najpierw czekało nas rozbrojenie tykającej bomby, czyli załatanie pękniętej ściany serca – mówi dr Grzegorz Smolka, kardiolog z zespołu przeprowadzającego operację. - Za pomocą dwóch połączonych dysków wielkości 20 mm zamknęliśmy szczelnie przepływ między komorą serca a tętniakiem – wyjaśnia kardiolog. To było jednak pół sukcesu. Teraz kardiologom pozostawało „tylko” poradzić coś na niedomykającą się zastawkę w sercu pana Janusza. - Wykorzystaliśmy system do naprawy zastawki mitralnej. Płatki zastawki połączyliśmy klipsami w kształcie litery „V”. Wszystko się udało, Teraz zastawka zamyka się całkowicie – mówi dr Smolka. Dopiero wtedy lekarze mogli zdecydować o odłączeniu wspomagania serca. Pacjent przechodzi rehabilitację zdaniem lekarzy wszystko przebiega jak należy. - Stan jest dobry, choć rehabilitacja jeszcze potrwa. Bez tych zabiegów pacjent by nie przeżył. Kardiochirurgia już by mu też nie pomogła. To jest nowa era w kardiologii – twierdzi dr Tomasz Roleder z kardiolog z zespołu przeprowadzającego operację.

Zobacz także: Macierewicz ma "sadystyczne zachowania"? Tak uważa były szef SKW

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki