Jasło: Tomasz N. i Grzegorz S. pogrzebali staruszkę żywcem na cmentarzu

2011-02-05 18:22

Skąd u tych młodych ludzi tyle okrucieństwa? Tomasz N. (22 l.) i Grzegorz S. (24 l.) na osiedlu w Jaśle (Podkarpackie) bez powodu zaczepili starszą kobietę, skatowali ją i gdy jeszcze żyła, zakopali w grobie na starym wojennym cmentarzu w Warzycach. Wczoraj przed Sądem Okręgowym w Krośnie długo i beznamiętnie opisywali szczegóły zbrodni.

To mogła być zbrodnia doskonała, gdyby nie ludzie sprzątający cmentarz, których zaniepokoiły przestawione płyty na jednym z grobowców. Gdy zaczęli je dosuwać, pod warstwą ziemi dostrzegli ludzkie ciało. Okazało się, że są to szczątki Bronisławy R. (65 l.), która w tajemniczych okolicznościach zaginęła w Jaśle 8 miesięcy wcześniej, w marcu 2008 r.

Zimni mordercy

Tomasz N. i Grzegorz S. musieli przechwalać się swoim wyczynem, bo policja szybko wpadła na ich trop. Wczoraj w ciemnych garniturach wyglądali na sali sądowej jak ugrzecznieni akwizytorzy. Ale ich zeznania wzbudzały dreszcze.

Przeczytaj koniecznie: Jasień: Rodzice skatowali noworodka i utopili w odchodach w wychodku

Tej nocy wracali z dyskoteki. Na osiedlu w Jaśle, spotkali Bronisławę R. Pijany Tomasz N. obrzucił kobietę wyzwiskami, a gdy ta zaczęła uciekać, pobiegł za nią. Złapał za ramiona, uderzył w twarz. Upadła.

- Chyba ją zabiłem, powiedział do mnie. Musimy ukryć ciało. Jak mi nie pomożesz, to samo zrobię z tobą i twoją dziewczyną - zeznawał w sądzie jego kompan Grzegorz S.

Chwycili zakrwawioną kobietę za ręce i nogi, wrzucili do bagażnika opla astry. Jechali na cmentarz wojenny w Warzycach, nie reagowali na jęki kobiety. - Tu jej nie znajdą - powiedział Tomasz N., rozsuwając płyty starego grobowca. Wrzucili do niego zmaltretowaną ofiarę. Tomasz N. wziął do ręki kawałek rozbitego znicza. - Pomogę jej, żeby się nie męczyła - powiedział. Tępym szkłem próbował jej poderżnąć gardło, a gdy to się nie udało otworzył jej usta ręką i wbił kawałek znicza do gardła. Bronisława R. umarła w męczarniach zasypana warstwą ziemi.

Czuli się bezkarni

Następnego dnia oprawcy przyjechali na cmentarz, by lepiej zatrzeć ślady. Wysprzątali auto i wyrzucili dywaniki, na których była krew Bronisławy R. Czuli się bezkarni. Obaj nie mieli dotychczas konfliktów z prawem, pochodzą z normalnych domów. Grozi im dożywocie.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki