Profesor Religa dał nam drugie życie

2009-03-10 7:00 Andrzej Antosik|Przemysław Gluma

Śmierć prof. Zbigniewa Religi wstrząsnęła całą Polską. Ale to jego byli pacjenci, a przeszczepił serce ponad stu osobom, czują się dzisiaj jak sieroty po wybitnym kardiochirurgu.

- Wiedziałem o chorobie profesora, może nawet spodziewałem się, że umrze. Ale jeszcze nie teraz! Za tydzień są imieniny profesora. My, jego pacjenci, zawsze o nich pamiętaliśmy, staraliśmy się z nim spotykać... Był dla nas najbliższą osobą. A on mówił nam za każdym razem: "Jesteście moimi największymi przyjaciółmi" - opowiada Tadeusz Żytkiewicz (82 l.), najsłynniejszy bodaj pacjent Religi.

Pan Żytkiewicz wyciąga z szafy słynne zdjęcie dla magazynu "National Geographic", które w 1987 roku obiegło cały świat. Profesor siedzi wyczerpany na sali operacyjnej, w tle śpi zmęczony asystent profesora. A na stole operacyjnym leży on - Tadeusz. - To zdjęcie jest dla mnie najcenniejszą pamiątką - mówi Tadeusz Żytkiewicz.

"Jesteście moimi największymi przyjaciółmi" - powtarzał swoim pacjentom na spotkaniach po latach. Większości dał nowe życie na długie lata. Jego pierwsi pacjenci żyją z przeszczepionym sercem już ponad dwadzieścia lat! - I mam nadzieję na więcej - podkreśla Tadeusz Żytkiewicz. - Ta fotografia przypomina mi, że każdy dzień mojego życia jest podarowany przez profesora. On uratował mi życie, kiedy inni lekarze mówili, że nic się nie da zrobić. Miałem wtedy 61 lat i według medyków byłem za stary - opowiada. Pamięta króciutki list, który wtedy napisał do Zbigniewa Religi: "Jestem nauczycielem chorym na serce. Proszę o pomoc". Była wiosna 1987 roku. Profesor Zbigniew Religa był już sławny. Dwa lata wcześniej przeprowadził pierwszą w Polsce udaną transplantację serca. Stał się legendą i ostatnią deską ratunku dla wielu chorych. - Natychmiast przyszła odpowiedź: "Proszę przyjechać na konsultacje"... - wspomina Żytkiewicz. Pojechał, operacja się udała. Jeszcze do 2000 roku pan Tadeusz uczył młodzież historii w warszawskim liceum im. Wyspiańskiego. W niedzielę, kiedy usłyszał o śmierci Zbigniewa Religi, natychmiast zatelefonował do swojego kolegi, Jerzego Badurskiego (61 l.) z Dąbrowy Górniczej (woj śląskie). Los zetknął ich za sprawą profesora. Pan Jerzy również jest po przeszczepie serca. Był operowany w tym samym roku co pan Tadeusz. - Nie mam żadnych wątpliwości, profesor Religa podarował mi drugie życie - wyznaje Jerzy Badurski. - To straszna wiadomość. Ja i moi przyjaciele, którym pomógł, do końca liczyliśmy, że wygra. Bo to właśnie on nas nauczył tego optymizmu. Powtarzał, kiedy wyczuwał w nas zwątpienie, że chorobie nie można się poddawać. Pamiętam, z jakim przekonaniem mówił do mnie: "Jeszcze będzie pan spacerował po lesie". Wiedział, że jestem zapalonym grzybiarzem - opowiada pan Jerzy. - Dziś nie tylko zbieram grzyby, ale i chodzę po górach - dodaje. Wspomina też jeszcze jedną sytuację, za którą jest wdzięczny całym sercem Zbigniewowi Relidze. Pomógł mu w powrocie do pracy. - Przed operacją pracowałem w Hucie Bankowa. Po przeszczepieniu serca nikt tam mnie już nie chciał. Po prostu bali się odpowiedzialności. Wspomniałem kiedyś o tym profesorowi. Napisał coś w rodzaju "listu żelaznego" i praca się znalazła. Nie zapomnę mu tego nigdy - mówi Tadeusz Żytkiewicz i ociera łzy płynące po policzkach.

Podziel się opinią
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE
Najnowsze