Liczba ofiar oficera straży granicznej, który dokonał egzekucji na swojej rodzinie, wzrosła wczoraj do czterech. Pomimo walki lekarzom nie udało się uratować życia jego żony. Przez cały czas walczą o uratowanie teściów oszalałego oficera.
Nasi reporterzy dotarli do policjantów, którzy byli na miejscu tragedii.
- Na stole, wokół którego leżały ciała ofiar, stał jeszcze weselny tort - mówi wstrząśnięty oficer. Rodzinny dramat wydarzył się dzień po ślubie, który wzięli teściowie zabójcy: 62-letnia Aleksandra M. i 83-letni Piotr W.
Teściowie walczą teraz o życie we wrocławskim szpitalu im. Marciniaka. Leżą na oddziale neuroreanimacji. - Ich stan jest bardzo ciężki. Są nieprzytomni. Sytuacja może się zmienić z godziny na godzinę. To, czy przeżyją, będzie wiadomo za jakieś 3 do 5 dni - mówi Krzysztof Florek z oddziału reanimacyjnego.
- Dostali po jednym strzale w głowę. Z bliskiej odległości - mówią lekarze.
Ostatni telefon
Godzina 13.30, niedziela. Żona przyszłego zabójcy - 33-letnia Mirosława F. (pracuje jako prokurator, jest na urlopie wychowawczym) dzwoni do brata do Wrocławia.
Chce, żeby przyjechał do Prusic. Być może już obawia się o swoje życie. Chwilę później dochodzi do tragedii. Jacek F. (44 l.) chwyta za pistolet. Prywatny, legalnie posiadany. Służbową broń zdał 2 lata wcześniej, kiedy został zawieszony w czynnościach komendanta straży granicznej w Kłodzku. Ma sprawę o ujawnienie tajemnicy służbowej.
Jacek F. podchodzi do wózeczka, w którym śpi jego 17-miesięczny synek - Miłosz. Przykłada lufę do główki i pociąga za spust. Wózek przewraca się. Dziecko ginie na miejscu.
Teraz podchodzi do Krystyny, siostry swojej żony, i oddaje kilka strzałów w głowę. Kobieta ginie na miejscu. Następnie strzela do żony. Rani ją w głowę, w rękę i nogę. Przechodzi do drugiego pokoju. Ładuje drugi magazynek i celuje w głowy teściów. Potem siada na fotelu i strzela sobie w głowę.
Brat nie zdążył
Kilka minut później do mieszkania wpada brat, do którego dzwoniła Mirosława F. Mężczyzna stawia na równe nogi policjantów z oddalonego o dosłownie kilka metrów komisariatu. Śmigłowce ratownicze zabierają do wrocławskich szpitali ranną żonę zabójcy, jej matkę i ojczyma. Nie udaje się utrzymać przy życiu żony oficera. Umiera w nocy.
Wczoraj Prusice były w szoku. - Tacy młodzi byli. Nigdy nie było słychać, żeby się kłócili. Nie byli jednak wylewni w kontaktach z sąsiadami. Raczej odludki... - opowiada Bogumiła Rudnicka, sąsiadka. Jan Hurkot, burmistrz Prusic, też postrzega ich jako spokojnych mieszkańców. - Raz tylko pamiętam, że pan F. miał zatarg z sąsiadem o wytyczenie drogi. Ale szybko doszli do porozumienia.
Połączyła ich praca
Mirosława i Jacek F. poznali się w 2000 r., kiedy pracowali przy jednej z kryminalnych spraw. On był funkcjonariuszem SG, ona prokuratorem z Trzebnicy.
- Nie słyszałem, żeby mieli problemy w domu - mówi Władysław Kuriata, przełożony Mirosławy. - Może nic nie wiedzieliśmy dlatego, że po ślubie zaszła w ciążę, a po urodzeniu dziecka wzięła urlop wychowawczy.
Mieszkańcy mówią, że pani prokurator w chwili śmierci była w ciąży z kolejnym dzieckiem. - Nic o tym nie wiemy. Wykaże to sekcja zwłok - mówi prok. Leszek Karpina z Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.
Prokurator Mirosława F. była bardzo lubiana przez swoich kolegów i koleżanki z pracy. - Była osobą bardzo koleżeńską, zawsze mile widzianą, uśmiechniętą... - wspomina Leszek Wojtyła, zastępca prokuratora rejonowego w Trzebnicy, kolega z pracy pani prokurator.
Zajmowała się sprawami kryminalnymi i gospodarczymi - opowiada Wojtyła. - Była przy tym szalenie solidna. Bardzo, ale to bardzo dokładna - dodaje prokurator.
- Czekaliśmy na jej powrót do prokuratury. Wychowawczy kończył się jej na przełomie stycznia i lutego. Miała wrócić... - mówi Wojtyła.
Został zaszczuty do szaleństwa?
- Przełożeni Jacka F. w straży granicznej zaszczuli go, robiąc z uczciwego człowieka przestępcę - mówił nam wczoraj obrońca w procesie karnym i prywatnie przyjaciel kapitana - mecenas Ireneusz Wilk.
Dotarliśmy do byłego przełożonego Jacka F., szefa straży granicznej za rządów AWS, Marka Bieńkowskiego. Generał twierdził, że po przejęciu władzy przez SLD przeciwko F. wytaczano kolejne postępowania dyscyplinarne, a w końcu sprawę karną.
- Chodziło o rzekome ujawnienie tajemnicy służbowej. Nie mogę mówić o jej szczegółach, gdyż akt oskarżenia jest tajny - mówi Ireneusz Wilk. - Jestem jednak przekonany, że sąd by go szybko uniewinnił. Od trzech lat kapitan F. żył z łatką przestępcy. Jego przyjaciele mówią, że to popchnęło go na skraj szaleństwa. Ustaliliśmy, że F. pracował w biurze spraw wewnętrznych straży granicznej ujawniającej przypadki korupcji w szeregach pograniczników.
- Był niezwykle uczciwy, odnosił sukcesy. Musiał wielu osobom się narazić - mówi Bieńkowski. - Gdy SLD doszło do władzy, zrobiło szefem strażnicy w Kłodzku oficera, którego F. zatrzymał podczas picia alkoholu na służbie z miejscowymi notablami z SLD. Wtedy to Jacek F. zaczął mieć problemy w pracy.