Przed rokiem Milena Walczak została uwięziona przez swojego sąsiada w piwnicy. Oprawca gwałcił ją i brutalnie okaleczył. Kiedy trafiła do szpitala, nie zdawała sobie sprawy, że już nigdy nie odzyska wzroku. - Żyłam nadzieją, że lekarze mnie uratują - mówi kobieta. Jednak po jednym horrorze rozpoczął się drugi. - Nic nie widzę, nie mam nawet poczucia światła. Totalna ciemność - opisuje pani Milena. Co gorsza polscy lekarze nie dają jej szans na odzyskanie wzroku. - W lutym usłyszeliśmy, że nic już się nie da zrobić - mówi Dawid Kołodziejczak (30 l.), narzeczony oślepionej kobiety. Teraz cała nadzieja w postępie medycyny. - Poddałabym się przeszczepowi gałek ocznych bez zastanowienia - zapewnia Milena.
Niestety, to jeszcze niemożliwe. - Nie ma też na ten temat żadnych publikacji. Ale postęp w transplantologii jest duży. Wciąż słyszymy o przełamywaniu kolejnych barier - mówi prof. Andrzej Grzybowski, ordynator okulistyki Wielospecjalistycznego Szpitala Miejskiego im. J. Strusia w Poznaniu. Lekarz dodaje, że wszczepia się na siatkówkę oka implanty, które zastępują fotoreceptory, ale jeden warunek jest konieczny - pozostała część oka musi być prawidłowa. A pani Milena ma bardzo uszkodzone gałki oczne.
Mimo to kobieta nie przestaje wierzyć w cud. - Może jest na świecie jakiś lekarz, który by się podjął mojego leczenia - mówi z nadzieją w głosie. Kto chciałby pomóc oślepionej kobiecie, niech dzwoni do naszej redakcji pod nr 22 515 90 01.
Zobacz: Kolejne zwłoki w Radomiu. To ofiara seryjnego mordercy?!