- Nie mogłem skojarzyć kto to, więc dałem sobie spokój. Skupiłem się na jedzeniu i rozmowie z przyjaciółką. Ta blondynka zajęła z dzieckiem miejsca blisko nas i nagle usłyszałem, że rozmawiają po polsku. I wtedy olśniło mnie, że to chyba jest Iwona Wieczorek - mówi mężczyzna w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
>>> IWONA WIECZOREK: Krzysztof JACKOWSKI ponownie ZEZNAWAŁ w sprawie poszukiwań IWONY?
Mężczyzna powiadomił policję i skontaktował się z matką zaginionej. W Paryżu spotkała się z nim Justyna Bereśniewicz, szefowa Stowarzyszenia "Bez śladu". Próbowała dostać od managera restauracji zapis monitoringu. Ten jednak udostępniany jest jedynie policji. Na paryskim komisariacie okazało się, że Iwony Wieczorek nie ma na liście osób zaginionych.
- To nie pierwszy raz, gdy ktoś twierdzi, że ją widział. Trudno jednak zlekceważyć ten sygnał. Kluczowa rzecz, to teraz dotrzeć do tego monitoringu. Z drugiej strony, nie wyobrażam sobie, by Iwona mogła przez trzy lata nie odzywać się do mnie. No, chyba że straciłaby pamięć. Bo dziecko, wszystko jedno jakiego koloru skóry, nie byłoby żadnym problemem. Zresztą, już nieraz śniło mi się, że Iwona wraca do domu z gromadką kolorowych dzieci. To może się wydawać zabawne, ale daje nadzieję, że ona żyje i wróci - mówi gazecie matka kobiety.