„Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim, moja droga Orszulo, tym zniknieniem swoim” - pisał w słynnym trenie złamany rozpaczą twórca polskiej literatury. Urszulka miała mieć 2,5 roku, kiedy umarła, a jej śmierć miała być nagła i niespodziewana. Ale gdzie wydarzył się ów dramat? I gdzie spoczęło ukochane dziecko mistrza Jana? Od 1578 roku te pytania pozostawały bez odpowiedzi.
I oto archeologów badających cmentarzysko z przełomu XVI i XVII wieku, ujawnione niedawno podczas remontu kościoła w wiosce pod Annopolem, szczególnie zaintrygował jeden z około stu pochówków. Był o wiele bogatszy od pozostałuch. - To był szkielet małego dziecka. Znaleziono przy nim m.in. kolię i dwa sygnety. Pochówek umiejscowiono niedaleko kościoła, gdzie grzebano ludzi znaczących – mówi Dariusz Zgardziński (44 l.), fotograf i regionalista. Swoje podejrzenia, że to Urszulka, podpiera faktami: żona Kochanowskiego, Dorota Podlodowska pochodziła właśnie z tej parafii, a dziecko umarło najpewniej na tyfus podczas wizyty Kochanowskiego u teściów. Poza tym czerwone korale, uwiecznione na jednym z portretów Jana z Czarnolasu - właśnie takie znaleziono w grobie.
Tak czy inaczej, wszystko zweryfikują badania DNA. Bo są także badacze, którzy dowodzą, że Urszula po prostu....nie istniała. To miało być zwyczjne ars poetica, utwor, w którym poeta zapragnął pokazać swoje możliwości nie tylko jako autor mądrych, ale wielokrotnie krotochwilnych utworów. Jako swe racje przedstawiają właśnie fakt, że nikt do tej pory nie znalazł jej grobu. A także to, że w krótkim czasie po (ewentualnej ich zdaniem) śmierci dziewczynki mistrz wrócił do swej normalnej, czyli świetnej kondycji. Jako poeta i człowiek. Czytając jednak strofy trenu VIII trudno w to uwierzyć.