Gość wpadł z tym arsenałem całkiem przypadkowo. Gdyby wcześniej nie zaliczył stosunkowo drobnego naruszenia prawa, to nie miałby, w perspektywie, poważniejszych kłopotów. A teraz je ma i usłyszał już zarzuty posiadania oraz wyrabiania bez zezwolenia broni palnej. A za to można pójść do więzienia nawet na 10 lat. - Policjanci przyszli do niego z nakazem doprowadzenia za drobne wykroczenie. Wpuścił mundurowych do mieszkania, gdy ci powiedzieli mu, że jak zapłaci grzywnę, to nie będzie odbywał kary. Nasi zachowali czujność, co zaskutkowało tym, że odkryli ten arsenał – relacjonuje sierż. Marcel Kossakowski, rzecznik świętochłowickiej policji. Magazyn broni, jak na cywila, a tym bardziej cywila, który nie miał prawa do prowadzenia takiej zbrojowni, był całkiem spory.
Tysiąc sztuk pistoletowej amunicji. Na zdjęciu widać, że niektóre pociski są oznaczone kolorem czerwonym. Tak oznacza się amunicję smugową, zapalającą. Są też tzw. ślepaki, na które też trzeba mieć pozwolenie, a którego, rzecz jasna, 42-latek nie miał. W woreczkach widać mosiężne pociski. To naboje kalibru 9 mm, ostre typu Makarow, standardowa amunicja pistoletowa Układu Warszawskiego. Czym w rzeczywistości jest ta amunicja, to okaże się po badaniach przeprowadzonych w laboratorium balistycznym Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach. Zatrzymany, którego sąd skierował pod dozór policyjny, miał jeszcze w swej kolekcji przeróbkę rewolweru, z amunicji nieostrej na jak najbardziej ostrą. Sierż. Kossakowski powiedział nam, że od paru ładnych lat w ich mieście nie było takiej sprawy.