- Drzewa nie ukradłem, tylko kupiłem od kolegi. Zapłaciłem prawie 8 tysięcy. On mi powiedział, że to jego działka i że mogę wyciąć - komentuje wściekły sołtys. Prokuratura Rejonowa w Jaśle puszcza mimo uszu takie tłumaczenia, bo sołtys ani kolegi nie wskazał, ani nie przedstawił dokumentu zakupu. - Jest oskarżony o to, że między marcem, a majem dokonał w lesie wycinki 40 drzew o wartości około 12 tys. zł. Zrobił to bez uzyskania asygnaty od leśniczego – mówi Kazimierz Łaba, szef jasielskiej prokuratury.
Już tylko za to grozi sołtysowi 5 lat odsiadki, a tu na głowę zawala mu się jeszcze sprawa konia. Mówi, że znalazł go w lesie, zwierzak był przywiązany do drzewa, więc zabrał go do domu i ukrył w stodole. - Żeby go ratować – tłumaczy. - Tego dnia miałem dużo pracy, chciałem zadzwonić na policję, jak już wszystko zrobię – dodaje.
Ale policja była szybsza. Uwolniła zwierzaka z sołtysowej „przechowalni”, oddała właścicielowi, a teraz robi Jerzemu M. sprawę. Wioskowi zaś gadają, że jakby dobrze poszukać, to sołtys ma dużo więcej za uszami.