To po artykułach "Super Expressu"pokazujących Kiszczaka hasającego z psem na swojej mazurskiej daczy Instytut Pamięci Narodowej zwrócił się do sądu o ponowne przeprowadzenie badań byłego szefa resortu spraw wewnętrznych. Do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku Kiszczak trafił w grudniu 2014 roku pod przymusem, w asyście policji i lekarzy.
Całkiem niedawno poznaliśmy wyniki badań biegłych. Orzekli oni, że stan zdrowia psychicznego Czesława Kiszczaka jest na tyle zły, że nie pozwala na stawienie się przed sądem. Jednak ostateczna decyzja należała do sądu apelacyjnego. I właśnie wczoraj sąd zdecydował, że Kiszczak jednak może przed nim stanąć i odpowiadać za stan wojenny.
Zobacz: Polska Kiszczaka triumfuje
- Proces został wznowiony, ponieważ stan zdrowia podsądnego tego nie uniemożliwia, ale tylko utrudnia - mówił tuż po posiedzeniu sędzia Jerzy Leder. - To przede wszystkim wielki sukces "Super Expressu" i materiałów oraz zdjęć, które publikowaliście! Dzięki nim mogłem złożyć wniosek do sądu apelacyjnego o ponowne zbadanie gen. Kiszczaka. Mam nadzieję, że zostanie on w końcu osądzony w sprawie wprowadzenia stanu wojennego. To należy się wszystkim ofiarom systemu komunistycznego i ich rodzinom. Czekamy na to już i tak o wiele za długo - powiedział nam prokurator Bogusław Czerwiński z IPN.
Wyrok jest jednak nieprawomocny i obrona już zapowiedziała odwołanie.
Zobacz: Katastrofa Airbusa A320. "Szczątki ciał były przemieszane z fragmentami samolotu"