Tragiczny wypadek wydarzył się w Gniewczynie Łańcuckiej na Podkarpaciu. 9-latek był wtedy kilka dni po komunii i na kilka dni przed 10-tymi urodzinami. Wracał ze szkoły w towarzystwie mamy i siostrzyczki. Chłopczyk szedł przodem, na drodze do domu musiał pokonać drogę. Rozejrzał się w prawo i w lewo, wszedł na jezdnię i… wjechał w niego samochód!
Kierowca – Dawid K. - zahamował dopiero, kiedy wpadł na dziecko. Następnie przejechał jeszcze kilka metrów wlokąc za sobą ciałko kilkulatka. Sebastian zginął na miejscu, a wszystko to widziały przerażone mama i siostra.
Tej tragedii można było uniknąć! Kierowca – dostawca pizzy – nie jechał szybko, bo tylko 50 kilometrów na godzinę. Ale zamiast pilnować tego, co dzieje się na drodze, co chwila wlepiał wzrok w ekran komórki, przez którą wysyłał wiadomości ze swoim kolegą. Ostatnią odczytał na 17 sekund przed tym, jak wjechał w chłopczyka. Właśnie te sekundy zadecydowały o życiu dziecka.
Sąd nie miał wątpliwości, że choć mały Sebastian przyczynił się do wypadku wchodząc na jezdnię, to winę za niego ponosi Dawid K.
- Oskarżony hamował dopiero, gdy uderzył chłopca, bo jak sam mówił, wcześniej go nie widział. A nie widziała, bo jak ustalono pisał wówczas na telefonie. Jak wynika z opinii biegłych, gdyby skupił się na drodze do wypadku by nie doszło. Biegli uznali, że chłopca można było wyminąć z prawej strony, czego nie zrobił Dawid K. Nie miał czasu na reakcje, bo jak sam mówił nie widziała dziecka na drodze. A powinien widzieć, gdyby tyko na drogę patrzy - argumentował sędzia Mariusz Fołta.
Sąd wymierzył kierowcy karę trzech lat bezwzględnego więzienia, oskarżony ma też zapłacić po 30 tys. obojgu rodzicom, oraz ponieść koszty sądowe . Ponadto dostawca pizzy straci prawo jazdy na 8 lat.