Szkolni koledzy zaszczuli mi synka

2008-01-16 20:11

Jakże musiał cierpieć i bać się każdego dnia w szkole! Marcinek ( 14 l.) jąkał się, był wątły i bardzo nieśmiały. Dlatego dzieci z gimnazjum upatrzyły go sobie i były bezlitosne dla swojego kolegi. Naśmiewały się z niego, przedrzeźniały. Zaszczuty chłopiec nie był w stanie dłużej znosić tych upokorzeń. Tak się bał iść do szkoły, że wolał śmierć. Powiesił się.

- Moja kruszyna, mój malutki. Nie utulę go już... - rozpacza Krystyna Sobczak (57 l.) z Miszorów k. Sochaczewa (woj. mazowieckie). Straciła swojego najmłodszego synka.

Było popołudnie, kiedy nagle zniknął. Zaniepokojona rodzina zaczęła go szukać. O godzinie 20 na tyłach domu znalazła go Sylwia, starsza siostra. Wątłe ciałko Marcinka wisiało na drewnianym stropie.

Łzy i strach

Kilka dni wcześniej Marcin, uczeń drugiej klasy gimnazjum w Lasocinie, wrócił ze szkoły zapłakany i przestraszony. Niechętnie się skarżył, dlatego nie chciał nic powiedzieć.

- Myślałam, że o oceny chodzi, bo groziły mu dwie jedynki - opowiada pani Krystyna.

- Ktoś mnie popchnął - Marcin w końcu wyznał i pokazał mamie ogromnego siniaka na żebrach.

- Chciałam, żeby się uspokoił. Pozwoliłam mu nie iść do szkoły. Potem wydawało mi się, że wszystko jest już w porządku, bo nic nie mówił - płacze matka. Dręczą ją pytania, czy mogła zrobić coś więcej, by zapobiec tej potwornej tragedii...

Był taki nieśmiały

Opowiada, że jej Marcinek był takim spokojnym i uczynnym chłopcem. Węgla zawsze naniósł, chorej sąsiadce zakupy robił.

- Jedyny problem był z jego mową. Bardzo się jąkał. Trudno mu było się wysłowić. Dlatego był taki nieśmiały - pani Krystyna ociera łzy.

- Prosiłam nauczycielki, żeby go na przerwie, nie przy dzieciach, pytały - dodaje.

Ale i tak okrutne dzieciaki nie dawały mu spokoju. Naśmiewały się z jego jąkania, przezywały, namolnie wytykały palcami.

- Tak było - przyznają teraz dzieci.

Marcinek nie żalił się nikomu. Jak bardzo musiał cierpieć! Dusił w sobie potężny strach, bał się chodzić do szkoły. Bo w niej nic dobrego go nie spotykało. Przeżywał tam same upokorzenia. Był cichy i spokojny. Wątły i bardzo wrażliwy. Dlatego rozwydrzona dzieciarnia zrobiła sobie z niego pośmiewisko. Wiedzieli, że bezkarnie mogą dopiekać mu do żywego. Nie pozwolili więc mu spokojnie się uczyć, spokojnie żyć.

W szkole to normalne

- To normalne. W szkole chłopcy się biją, popychają. Tego nie da się wyplenić - mówi Sławomir Przanowski, dyrektor gimnazjum.

Kiedy skwapliwie zapewniał, że w szkole wszystko jest pod kontrolą, z korytarza dochodziły dzikie krzyki gimnazjalistów.

- Co tam się musiało dziać, że ta moja kruszyna to zrobiła?! - rozpacza matka Marcinka. I dodaje przez łzy: - Moje dzieciątko jest już w niebie...

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki