Tusk może nie być mocnym premierem

2007-11-15 20:13

Rozmowa z prof. Zdzisławem Krasnodębskim, socjologiem

- Donald Tusk stworzył rząd swoich marzeń. Czy to również rząd marzeń Polaków?

- To się okaże. W przeciwieństwie do swoich poprzedników dostał na starcie duży mandat zaufania. Mediów, publicystów i opinii publicznej. Na razie to rząd bez twarzy, profilu i programu. I bez wielkich gwiazd.

- Poza jedną - Donaldem Tuskiem...

- Tak. Być może gwiazdą okaże się również Radosław Sikorski.

- Jakim premierem będzie Donald Tusk? Typem wodza, jak Jarosław Kaczyński, czy raczej sprawnego menedżera?

- To jedna z poważniejszych zagadek. Z jednej strony mówi się, że PO jest partią wodzowską, zarządzaną przez tzw. dwór, czyli wiernych współpracowników Tuska. Z drugiej, szef PO nie jest typem polityka, który pójdzie na konflikty z różnymi grupami społecznymi. Będzie raczej pojednawczym negocjatorem. Skupi też wokół siebie ludzi, którzy tak jak w PO będą za niego wykonywali pracę dyscyplinującą.

- Rozumie pan klucz, jaki zastosował Tusk przy tworzeniu tego rządu? Jarosław Kaczyński mówi, że jest to rząd z łapanki.

- Ten klucz nie jest do końca jasny. Zaskakuje mocna pozycja PSL. O wiele mocniejsza niż to wynikałoby z układu sił i wyniku wyborów. Niektórzy mówią, że tak naprawdę silnym człowiekiem w tym rządzie będzie Waldemar Pawlak.

- Może błyszczeć bardziej niż Tusk?

- Tusk jest politykiem typowo parlamentarnym, nie ma doświadczenia rządowego. Pawlak to stary wyjadacz. Więc podejrzenie, że realna władza skupi się w rękach Pawlaka wcale nie jest bezpodstawne.

- Koalicja przetrwa cztery lata?

- Nie sądzę, by czekały nas jakieś ostre walki wewnętrzne. Nie przypuszczam też, by pojawiły się drugie taśmy prawdy Renaty Beger. Nie wykluczałbym jednak, że po dwóch latach PSL uzna, że dalsze trwanie w tym układzie mu się nie opłaca.

- PO chwaliła się gabinetem cieni. Niewielu z tego wirtualnego gabinetu znalazło się w prawdziwym rządzie?

- Najwyraźniej gabinet cieni nie zdał egzaminu. Efekt jest taki, że nie wiemy, co niektórzy ministrowie będą sobą reprezentowali. Na pewno nie będzie to rząd przełomu. Być może ci ludzie sprawdzą się w swoich resortach, ale nie przychodzą z programami reform. Będą raczej zarządzać. Wiele kandydatur jest zupełnie przypadkowych. Część zaś osób została zmarginalizowana, jak Bogdan Zdrojewski, który zamiast do MON trafił do resortu kultury, czy też Jarosław Gowin, dla którego w ogóle zabrakło miejsca. Nie ma również Zbigniewa Chlebowskiego, głównego specjalisty PO od gospodarki. Wielkim nieobecnym jest Jan Rokita.

- Tusk złoży mu jakąś propozycję?

- Propozycja bycia ambasadorem wygląda jak nagroda pocieszenia. Kiedyś w taki sposób traktowano niepotrzebnych członków biura politycznego...

- Co jest największą zagadką tego rządu?

- To, jaką politykę będzie prowadził. Dwa lata temu wiedzieliśmy, do czego zmierza Jarosław Kaczyński, jakim ministrem będzie Zbigniew Ziobro. Dzisiaj jest to nieczytelne, a sygnały płynące od władz PO są sprzeczne. Część osób sugeruje, że nastąpi całkowite zerwanie z polityką poprzedniej ekipy, ale szef rządu mówi też o kontynuacji polityki poprzednika i - jeśli chce coś zmieniać - to styl tej polityki. PO mówi: po IV RP przyszło "M jak miłość". Ale już na starcie Sejmu mamy do czynienia z brutalnym kopaniem po kostkach.

- Trudno wyobrazić sobie Tuska w butach Kaczyńskiego?

- Polityka Kaczyńskiego była nastawiona na konflikt z różnymi grupami społecznymi. Tusk wysyła odwrotne sygnały. Prof. Zbigniew Ćwiąkalski to znak pokoju dla środowisk prawniczych, zaś prof. Władysław Bartoszewski, jako mentor polityki zagranicznej, to sygnał, że do polskiej dyplomacji wraca polityka ciągłości po 1989 r.

- Jarosław Kaczyński mówi, że za sznurki w tym układzie będzie pociągał Jan Krzysztof Bielecki...

- To, że Jan Krzysztof Bielecki ma bardzo silną pozycję w PO, jest powszechnie znane. To jedna z istotnych postaci kojarzących się z tzw. III RP, jej kręgami finansowymi, pewnego typu polityką zagraniczną. Odpowiedź na pana pytanie określi kierunek polityki Donalda Tuska. Wydaje mi się, że te wszystkie oczekiwania, nastrój z czasów wyborów i pospolite ruszenie młodych ludzi miną się z działaniami tego rządu.

- Czyli cudu nie będzie?

- Dzisiaj o cudzie nie mówi już nawet PO. Nie ma mowy o jakimś zrywie czy przesadnym entuzjazmie. Nie zapowiada się żadna rewolucja, nie widać impetu reformatorskiego. Zresztą patrząc na skład rządu, nie bardzo wiadomo, kto by to miał realizować.

- Na starcie PO wycofała się z paru sztandarowych obietnic, choćby podatku liniowego...

- Na zachodzie Europy, łącznie z Irlandią, nie ma podatku liniowego. A tam, gdzie jest, np. na Słowacji, zmagają się z wysokim bezrobociem. Jak dotąd nikt nie przedstawił nam dokładnych wyliczeń, jakie konsekwencje pociągnie wprowadzenie takiego rozwiązania. Pamiętajmy o jednej rzeczy: kiedy się rządzi, trzeba zbilansować budżet. Każdy z nas chciałby płacić mniejsze podatki, ale oczekuje też, że służba zdrowia będzie bezpłatna i lepsza. To sprzeczne.

- PiS będzie opozycją totalną?

- Wszystko zależy od polityki nowego rządu. Jeśli będą przeważały elementy liberalne, jeśli zmieni się stosunek do polityki karnej, podatkowej, między PO i PiS zarysują się poważne pęknięcia. Jeśli zaś Tusk będzie realizował złagodzoną wersję polityki Kaczyńskiego, wielu różnic nie będzie. I to może być poważny problem dla PiS.

- A co z relacjami z prezydentem? Lech Kaczyński chyba nie może pogodzić się z wynikami wyborów?

- Prezydent nie ma obowiązku pokazywać entuzjazmu po usłyszeniu wyników wyborów. Wszystko odbywa się w zgodzie z konstytucją i nic nie wskazuje, że będzie inaczej.

- Czego trzeba życzyć Tuskowi?

- By nie zawiódł tych wyborców, którym tak dużo obiecał. Osobiście chciałbym, aby nie ulegał tym siłom społecznym, które będą chciałby zrobić z PO Unię Wolności bis.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki