Ze szkołą podstawową w Toporowie sąsiaduje dom weselny. Poprzedniego dnia przed dramatycznymi wydarzeniami w placówce oświatowej, robotnicy rugowali tam drzewo z korzeniami. I właśnie podczas tych robót pamiętający jeszcze czasy drugiej wojny światowej granat moździerzowy ujrzał światło dzienne. Zbliżał się wieczór, więc odłożyli żelastwo pod płot. A tam następnego dnia znaleźli je uczniowie, którzy weszli na posesję w poszukiwaniu piłki wybitej ze szkolnego boiska.
No i jak to dzieci, postanowili rozszyfrować czym jest znalezione przez nich skorodowane żelastwo. Mając pełne zaufanie do wiedzy pani od historii wnieśli znalezisko do pokoju nauczycielskiego. Szybko ustalono, że żelastwo to... niewypał. Dyrektorka milczy w jaki sposób niewypał znalazł się na zewnątrz. Według rzecznika Komendy Powiatowej Policji w Świebodzinie Łukasza Szymańskiego, wyniósł go ktoś z personelu szkolnego i położył w bezpiecznej odległości od szkolnych murów. -
Dyrektor szkoły zawiadomiła policję, a sama pilnowała, żeby nikt nie zbliżał się do niebezpiecznego znaleziska - mówi Szymański. Dzieci i personel ewakuowano do drugiego skrzydła budynku szkolnego. Z uwagi na miejsce, gdzie pocisk się znajdował, na miejsce błyskawicznie przybył patrol saperski z Krosna Odrzańskiego. Kiedy wojskowy samochód z niebezpiecznym ładunkiem zniknął za rogatkami Toporowa, szkolny personel i dzieciaczki mogli odetchnąć z ulgą.
Zobacz: Śmierć Igora na komisariacie we Wrocławiu. To był błąd policji?!