Ukradli mi kobyłkę,a ona do mnie wróciła

2009-05-22 4:00

Nina Suchodoła (75 l.) ze wsi Pasieki (woj. podlaskie) była pewna, że jej świat całkowicie się zawalił. Kiedy wyszła wieczorem przed dom, zobaczyła, że z pastwiska zniknęła jej ukochana klacz, a z nią furmanka.

Przerażona staruszka wezwała policję. Szybko jednak alarm odwołała, bo... porwana klacz sama spokojnie wróciła do domu. - To mój największy skarb. Mówię na nią Kobyłka - opowiada ze wzruszeniem pani Nina, głaszcząc czule pysk swojej odzyskanej cudem klaczy.

- Mój mąż umarł. Zostałam sama. Tylko ta klaczka trzyma mnie przy życiu - dodaje staruszka łamiącym się głosem. Nic dziwnego zatem, że zniknięcie zwierzaka było wstrząsem dla kobiety. Przerażona 75-latka, wytężając wszystkie siły swojego schorowanego ciała, wybiegła na drogę.

Niestety, wszelki ślad po klaczy zaginął. Zrozpaczona kobieta wezwała policję. Minęło najdłuższe 20 minut w jej życiu. Nagle zza zakrętu wyłoniła się znajoma sylwetka ukochanej klaczy. Wierne zwierzę samo wróciło do swojej pani i przyprowadziło furmankę.

Jak się później okazało, klacz "pożyczył" sobie marnotrawny syn staruszki, Sławomir S. (40 l.). Mężczyzna, który pracuje na budowie w pobliżu rodzinnego domu, postanowił z fasonem, na furmance, odwieźć do domu swojego kolegę od kieliszka, Jana B. (50 l.). Na szczęście klacz zdołała pokonać porywaczy - porzuciła pijaków i sama wróciła do swojej pani.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki