Piotr Ruzicki to specjalista od oszustw na ogromną skalę, który zza krat miał wyjść dopiero w 2029 roku! Oprócz tego w sądzie w Warszawie toczy się przeciwko niemu sprawa, w której recydywista ma 80 zarzutów za wyłudzenia na kilkaset tysięcy złotych z firm telekomunikacyjnych. Na podstawie lewych papierów podpisywał umowy na telefony komórkowe, tablety i laptopy.
W piątek miał zeznawać jako świadek. - Pojawił się już z pełnomocnikiem. Został pouczony o możliwości uchylenia się od odpowiedzi na pytania, jeżeli narażałoby to jego lub osobę najbliższą na odpowiedzialność karną. I on z tego skorzystał, także niewiele się od niego dowiedzieliśmy - mówi nam jeden ze śledczych.
Ruzicki dużo mówił natomiast o swoim zdrowiu. - Zachowywał się dziwnie. Mówił, że upadł podczas ćwiczeń i boli go głowa. Później twierdził, że przed oczami widzi czarne plamy i że zaraz straci przytomność. Jego adwokat zażądał przerwania przesłuchania i wezwał karetkę - dodaje nasz rozmówca.
I tak Ruzicki z dwoma policjantami i adwokatem pojechał do szpitala przy ul. Banacha, gdzie wiele godzin czekał na izbie przyjęć, następnie trafił na prześwietlenie. I wtedy do konwojentów podbiegł brodaty mężczyzna z bronią, który zagroził, że strzeli, jeśli nie puszczą aresztanta. Obaj bandyci odjechali taksówką i ślad po nich zaginął.