W rodzinie państwa Ś. od dawna działo się bardzo źle. Mieszkali w małym mieszkaniu przy ulicy Wilczej. Grzegorz Ś. (41 l.) bez przerwy pił i przy dwóch kilkuletnich córeczkach wszczynał awantury. Był agresywny.
Bił i upijał się
Dorota Ś. (37 l.) nie mogła już znieść zachowania męża pijaka. Sama zarabiała na dom z marnej pensji dozorczyni. Sprzątała klatki w kamienicy przy Pięknej 31. Pewnego dnia nie wytrzymała kolejnych upokorzeń ze strony małżonka. Spakowała się, zabrała dwoje dzieci i uciekła do rodziców, do Piaseczna. Grzegorz S. upijał się dalej i wychodził na miasto szukać żony.
- Widziałam go tutaj nieraz, jak biegał pijany między klatkami. Szukał pani Dorotki. Przeczuwałam, że może stać się coś złego. Ale nie to, że ją zabije - opowiada nam Maria P. (74 l.), lokatorka z pierwszego piętra kamienicy przy Pięknej.
Grzegorz Ś. przed ósmą rano dopadł swoją żonę na klatce schodowej. Dorota Ś. akurat zmywała podłogę. Od razu złapał szczupłą, drobną kobietę za szyję i zaczął dusić. Kiedy przestała oddychać, zaciągnął zwłoki do schowka gospodarczego i tam zostawił. Drzwi zamknął na klucz i uciekł.
Udusił z zimną krwią
- Ona w tej kanciapce trzymała miotły i szczotki. Miała tam też czajnik i parzyła sobie herbatę. Boże, jaka tragedia! To była taka miła, spokojna kobieta - opowiada sąsiadka.
Zwyrodnialec kupił wódkę, wrócił do domu, zaprosił kolegów i urządził libację. Podczas popijawy, chyba żeby popisać się przed kompanami od kieliszka, zadzwonił na policję i powiedział, że zabił żonę. Powiedział i natychmiast odłożył słuchawkę. Policjanci szybko namierzyli, skąd dzwonił morderca. Rozpoczęły się również poszukiwania żony zatrzymanego mężczyzny. Śledczy po kilku godzinach w kantorku przy ulicy Pięknej dokonali makabrycznego odkrycia. Na podłodze leżała martwa Dorota Ś.
- Powinni go powiesić! To pijak, łobuz i morderca - krzyczy lokatorka z pierwszego piętra.
Na przesłuchaniu w prokuraturze Grzegorz Ś. przyznał się do zabójstwa żony i natychmiast usłyszał zarzut morderstwa.
- Sąd zastosował już wobec niego areszt tymczasowy na okres trzech miesięcy - mówi nam Katarzyna Szeska, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.