Został skatowany na śmierć w remizie. "Jego żona ścierała krew Pawełka"

2026-10-06 15:15

Ponad dwa lata czekała rodzina śmiertelnie pobitego strażaka z Białego Dunajca na ten moment. Po 26 miesiącach śledztwa, Prokuratura Rejonowa w Zakopanem skierowała do sądu akt oskarżenia w sprawie śmierci Pawła Ziętkowicza ( † 25 l.), który został skatowany w nocy z 1/2 sierpnia 2024 roku w remizie strażackiej. Jego oprawcą okazał się być "kolega" ze służby, także strażak OSP. 37-latek usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowanie śmierci oraz obrażeń ciała pokrzywdzonego. Władysław M. nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień.

Do makabrycznych wydarzeń doszło w nocy z 1 na 2 sierpnia 2024 roku w budynku remizy strażackiej w Białym Dunajcu. Grupa druhów spotkała się tam na nieformalnym spotkaniu towarzyskim, podczas którego przygotowywali się do nadchodzącego odpustu parafialnego. Mieli umyć wozy strażackie. W trakcie wieczoru, na którym spożywano alkohol, wywiązała się gwałtowna awantura pomiędzy Pawłem Ziętkowiczem a starszym kolegą, Władysławem M.

Sprzeczka szybko przerodziła się w fizyczną bójkę, którą nagrał zamontowany w budynku monitoring. Na zapisie widać jak rosły Władysław M. zadaje młodszemu, drobnemu koledze brutalne ciosy. Jeden za drugim. W wyniku silnych uderzeń Paweł traci równowagę i bezwładnie pada, uderzając głową o betonową posadzkę. 

Niestety, obrażenia wewnętrzne okazały się druzgocące. Zaniepokojona nieobecnością syna matka, wraz z siostrą rozpoczęły poszukiwania. Odnalazły Pawła nieprzytomnego w zaroślach niedaleko remizy. Młody strażak został natychmiast przewieziony do szpitala w Zakopanem, a stamtąd na oddział neurochirurgii szpitala w Nowym Targu. Przeszedł tam skomplikowaną operację, jednak nie odzyskał już przytomności. Paweł Ziętkowicz zmarł 11 sierpnia 2024 roku. Sekcja zwłok wykazała, że bezpośrednią przyczyną zgonu był ostry krwiak podtwardówkowy oraz masywny obrzęk mózgu.

Czytaj więcej o sprawie: Młody góral skatowany w remizie strażackiej. Paweł nie przeżył

Przez blisko dwa lata rodzina zmarłego domagała się sprawiedliwości, a Władysławowi M. przez długi czas nawet nie przedstawiono prokuratorskich zarzutów. Dopiero zgromadzona opinia biegłych, analiza monitoringu i dokumentacji medycznej pozwoliły na zamknięcie dochodzenia.

Oskarżony Władysław M. nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Zastosowano wobec niego dozór policji oraz poręczenie majątkowe. Sprawę jego winy ostatecznie rozstrzygnie sąd.

- Na zapisie monitoringu widać, jak Władysław katuje mojego syna. Bije go nawet, gdy Paweł już upadł, a żona Władysława ściera z podłogi krew Pawełka. Dopiero po dwóch latach ten mężczyzna usłyszał zarzut, ale nie został aresztowany, wciąż chodzi wolno. A ja codziennie mijam miejsce, gdzie znalazłam nieprzytomnego syna. Mam nadzieję, że sąd wymierzy mu sprawiedliwą karę - powiedziała w rozmowie z "Super Expressem" Anna Ziętkowicz 

Do sprawy będziemy wracać w "SE"!

Paweł został śmiertelnie pobity w remizie w Białym Dunajcu

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI