Ukrainiec, na codzień pracujący dla dobra polskiej gospodarki i własnej zamożności, paradował sobie po Czeladzi z pistoletem gazowym, do którego miał dwanaście sztuk amunicji. Trzeba wiedzieć, że prawo uznaje broń gazową za palną. Każdy chętny musi posiadać pozwolenie na pistolet gazowy. I dlatego obcokrajowiec będzie miał spotkanie z polskim sądem. W jeszcze trudniejszej sytuacji znalazł się, namierzony tego samego dnia, 63-letni mieszkaniec Wojkowic. Policja otrzymała infromację, że ów pan może być w posiadaniu nielegalnej broni. Zatrzymano go, gdy prowadził samochód. Był zaskoczony, tym bardziej, że w aucie znaleźli pistolet, już nie do strzelania gazem pieprzowym, ale ostrymi pociskami.
Na marginesie opisanej sytuacji: warto wiedzieć, że pozwolenie na broń nie jest wymagane, gdy urządzenie wyłącznie rozpyla tzw. gaz. To ręczne miotacze gazów obezwładniających. Nawet jeśli ma on kształt pistoletu, to można mieć go bez pozwolenia. Co innego, gdy pistolet/rewolwer ładowany jest amunicją. W połowie 2018 r. w rękach Polaków było ponad 460 tys. sztuk legalnej broni. Dla porównania: Ukraińcy mieli 4,4 mln sztuk. Ile jest nielegalnej, tego nikt nie wie. Raczej znacznie więcej na Ukrainie niż w Polsce.