Zabił się, bo myślał że ma raka

Mógł dalej cieszyć się życiem, patrzeć, jak rosną jego dzieci... Mógł, ale sam pozbawił się tej szansy. Potężny strach przed rakiem tak owładnął Adamem B. (43 l.) z Nowego Sącza (woj. małopolskie), że mężczyzna, nie czekając na wyniki badań lekarskich, sam wydał na siebie wyrok śmierci. Przekonany, że zżera go śmiertelna choroba i nic mu nie pomoże, podciął sobie żyły.

"Bałem się szpitala i wyników. Duchem jestem z wami" - tak Adam B. napisał w pożegnalnym liście. - Inni chcieliby żyć i nie mogą. A tu chłop w pełni życia decyduje się na taki desperacki krok! - sąsiad samobójcy nie może otrząsnąć się po tym, co się stało. Ludzie plotkują, że podobno Adam B. chorował na nerki. Poddał się badaniom i miał czekać na wyniki.

Przeczytaj koniecznie: Kotuń: Zabiła się, bo kazał jej usunąć ciążę

Nagle tego dnia, w którym miał je odebrać, nie wrócił do domu. Zaniepokojona żona powiadomiła policję. Poszukiwania nic nie dały. Trzy dni później, w lesie niedaleko miejscowości Bartkowa, ponad 20 km od domu pana Adama, spacerowicz natknął się na porzuconego opla astrę. To było auto Adama B. - Fotel kierowcy był odgięty do tyłu - opowiada Stanisław Pękała (58 l.), komendant OSP z pobliskiej Przydonicy.

Na fotelu obok leżała kartka napisana przez desperata. To był jego list pożegnalny. W samochodzie były ślady krwi. Widać było też, że właściciel próbował rozszczelnić w bagażniku butlę z gazem. - Pewnie chciał się otruć, a kiedy mu się nie udało, podciął sobie żyły - domyśla się Krzysztof Pękała (21 l.), który też brał udział w poszukiwaniach Adama B. Na śniegu w lesie było widać ślady krwi.

Strażacy z policjantami szli tym krwawym szlakiem, ale ciągle nie mogli trafić na kierowcę. Dopiero pies tropiący znalazł Adama B. w głębokim jarze. Adam B. zmarł z wykrwawienia i wychłodzenia. Pożegnalny list nie pozostawiał wątpliwości, jak bardzo bał się wyników badań.- Z tego co opowiadają, były dobre, nie miał co się obawiać ciężkiej choroby - komendant OSP powtarza zasłyszaną wiadomość.

Desperat zostawił 4-letnią córeczkę i 14-letniego syna. Po pogrzebie razem z matką dzieci zniknęły z domu. - Rodzina zabrała ich gdzieś do siebie, bo są ferie. Jakże załamana jest ta biedna kobieta - współczują sąsiedzi. - Jaka szkoda, że nie można cofnąć czasu! - wzdychają.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki