86-latek zaginął na oceanie razem z psem. Nie było z nim kontaktu przez dwa miesiące
86-letni Amerykanin jeszcze pod koniec sierpnia wyruszył jachtem żaglowym Willow Wind z Astorii w stanie Oregon do Pago Pago na Samoa Amerykańskim. Towarzyszył mu pies.
20 sierpnia kontakt z żeglarzem się urwał. Przez kolejne tygodnie nie było wiadomo, co się z nim dzieje. Ale dopiero 24 października amerykańska Straż Przybrzeżna otrzymała zgłoszenie, że mężczyzna nie dotarł na miejsce zgodnie z planem. Rozpoczęto poszukiwania.
Trzy dni później służby odebrały sygnał alarmowy z jachtu. Do akcji skierowano samoloty i jednostkę Straży Przybrzeżnej. Poproszono również o pomoc statki znajdujące się w pobliżu.
Jeszcze tego samego wieczoru załoga samolotu odnalazła Willow Wind około 740 kilometrów od San Diego. Jacht miał uszkodzone żagle i dryfował po oceanie.
Senior i pies uratowani z uszkodzonego jachtu. Fale utrudniały akcję
Następnego ranka do żaglówki dotarł statek Grand Orion. Ratownicy nie mogli jednak od razu zabrać 86-latka i jego psa na pokład. Na oceanie panowały trudne warunki, a wysokie fale stwarzały zagrożenie.
Dopiero później tego dnia załodze udało się bezpiecznie ewakuować rozbitków.
Kolejnego poranka przyleciał śmigłowiec Straży Przybrzeżnej, który zabrał mężczyznę i jego psa ze statku około 270 kilometrów na zachód od miejscowości Ventura.
Senior został przetransportowany do San Diego, a następnie trafił do szpitala Scripps Mercy na badania. Służby nie ujawniły szczegółów dotyczących jego stanu zdrowia.
– Jesteśmy wdzięczni marynarzom i załogom Straży Przybrzeżnej, których wspólne działania pozwoliły szczęśliwie zakończyć poszukiwania – powiedział komandor Jason Nguyen.