Amerykanie gromadzą wojska w bazach w Europie i na Bliskim Wschodzie. Wcześniej Trump groził Iranowi
Czyżby Amerykanie po rozprawieniu się z Nicolasem Maduro zamierzali tym razem po raz kolejny wziąć na celownik Iran? Jak podała chińska firma Mingkun Technology zajmująca się monitoringiem morskim, obecnie mają miejsce intensywne ruchy wojsk USA na terenie Europy i Bliskiego Wschodu. Według tych danych w pierwszym tygodniu 2026 roku do europejskich baz wojskowych, m.in. Ramstein, Brize Norton, Sigonella i Rota przemieszczono co najmniej 17 strategicznych samolotów transportowych C-17A Globemaster III, a 10 innych trafiło do bazy lotniczej Al Udeid w Katarze. Odnotowano też wzmożone loty rozpoznawcze w rejonie irańskich wód terytorialnych. Wygląda to wszystko tak, jak gdyby Amerykanie szykowali się do kolejnego uderzenia na Iran, wroga Izraela, czyli najważniejszego sojusznika Stanów Zjednoczonych bez względu na to, kto aktualnie urzęduje w Białym Domu. Pretekstem do ataku mogą stać się wydarzenia podczas demonstracji, które niedawno pojawiły się w miastach Iranu. „Jeżeli władze w Teheranie będą strzelać i brutalnie zabijać manifestantów, USA przyjdą im z odsieczą. Jesteśmy uzbrojeni i gotowi do akcji” - napisał kilka dni temu Donald Trump w mediach społecznościowych.
ZOBACZ TEŻ: Doniesienia o demonstracjach w Iranie, jest mowa o ofiarach. O co chodzi?
Protesty w Iranie i kontrowersje wokół nich. Trump groził Iranowi, że mogą stać się zarzewiem wojny z USA
Zdjęcia i filmy w mediach społecznościowych - ale nie w agencjach fotograficznych - pokazują tłumy idące ulicami irańskich miast i skandujące m.in. hasła przeciwko rządzącym od 46 lat ajatollahom, w tym Alemu Chamenei, któremu wprost życzą śmierci. Co wywołało protesty? Bezpośrednią ich przyczyną mogła być fatalna sytuacja ekonomiczna Iranu. Inflacja przekracza tam obecnie 40 proc., rosną ceny żywności, waluta traci na wartości. Na początku grudnia zaczęły się protesty właścicieli sklepów właśnie na tym tle. Do sklepikarzy z czasem dołączyli studenci z dziesięciu uniwersytetów, a hasła antyrządowe zrobiły się bardziej ogólne. Bo nie wszystkim w Iranie podoba się religijny reżim, władający krajem jeszcze od czasu islamskiej rewolucji w 1979 roku. Zdjęcia z manifestacji widać w mediach społecznościowych, co sprawia, że trudno jest zweryfikować doniesienia o manifestacjach i oddzielić je od fake newsów. W Iranie słychać głosy zastanawiających się nad tym, czy protesty nie są w jakiś sposób podsycane przez obce państwa lub wręcz przez nie inspirowane. Na pewno mogą zostać przez nie wsparte. „Każda próba przekształcenia protestów ekonomicznych w narzędzie zagrażające bezpieczeństwu, niszczenie mienia publicznego lub wdrażania zewnętrznie opracowanych scenariuszy nieuchronnie spotka się z prawną, proporcjonalną i zdecydowaną reakcją” – powiedział w środę prokurator generalny Iranu.