Donald Trump twierdzi, że zaatakował Wenezuelę z powodu narkotyków. Ale wiele wskazuje na inne motywy i drugie dno operacji
"Nielegalny dyktator Maduro był szefem rozległej siatki przestępczej odpowiedzialnej za przemyt kolosalnych ilości śmiercionośnych i nielegalnych narkotyków do Stanów Zjednoczonych. W akcie oskarżenia zarzuca mu się, że osobiście nadzorował okrutny kartel znany jako Cartel de los Soles, który zalał nasz kraj śmiercionośną trucizną odpowiedzialną za śmierć niezliczonych Amerykanów, setki tysięcy Amerykanów zmarło przez lata z jego powodu. Maduro i jego żona wkrótce staną przed obliczem amerykańskiej sprawiedliwości i staną przed sądem na amerykańskiej ziemi". Te słowa wypowiedział Donald Trump na konferencji prasowej, którą zwołał wczoraj, 3 stycznia. Tego dnia nad ranem zaatakował militarnie Wenezuelę, a amerykańskie siły specjalne porwały dyktatora Nicolasa Maduro i jego żonę Cilię Flores bezpośrednio z ich sypialni prosto do USA. Teraz oboje siedzą w nowojorskim areszcie i mają stanąć przed sądem za kierowanie kartelem narkotykowym i terroryzm.
"Chcemy pokoju, wolności i sprawiedliwości dla wspaniałego narodu Wenezueli"
Wenezuela zasypywała Amerykę narkotykami, więc musieliśmy reagować, a poza tym chcemy dać wolność narodowi wenezuelskiemu - przekonuje Trump, uzasadniając swoje radykalne działania. I nie kryje tego, że Waszyngton faktycznie przejmie władzę w Caracas: "Będziemy rządzić krajem do czasu, aż będziemy mogli przeprowadzić bezpieczną, właściwą i rozsądną transformację. Chcemy pokoju, wolności i sprawiedliwości dla wspaniałego narodu Wenezueli, w tym dla wielu Wenezuelczyków, którzy obecnie mieszkają w Stanach Zjednoczonych i chcą wrócić do swojego kraju. To ich ojczyzna. Nie możemy ryzykować, że ktoś inny przejmie władzę w Wenezueli, nie mając na uwadze dobra Wenezuelczyków". Ale nawet w tym wzniosłym przemówieniu pojawiły się w końcu wątki, które wielu komentatorom sytuacji w Wenezueli wydają się istotne. Czyli temat ropy naftowej, której Wenezuela ma najwięcej na świecie, choć nie wykorzystuje tego potencjału. A to nie podoba się Trumpowi. "Zamierzamy pozwolić naszym bardzo dużym amerykańskim firmom naftowym, największym na świecie, wejść, wydać miliardy dolarów, naprawić fatalnie działającą infrastrukturę, infrastrukturę naftową i zacząć zarabiać pieniądze dla kraju" - nie kryje prezydent USA. Obiecał też mieszkańcom Wenezueli, że dzięki współpracy z Waszyngtonem w tej dziedzinie staną się wreszcie bogaci, choć teraz klepią biedę.
"Mam bardzo dobre stosunki z przywódcą ChRL Xi Jinpingiem, więc nie będzie żadnych problemów. Nadal będą otrzymywać ropę"
Cała sprawa ma jednak nie tylko drugie, ale i trzecie dno - kwestię Chin. "Według Reutersa, eksport Wenezueli osiągnął około 921 000 baryłek dziennie w listopadzie 2025 roku, z czego około 80 proc. (około 746 000 baryłek dziennie) przypada na Chiny. Te baryłki często docierały za pośrednictwem malezyjskich węzłów przeładunkowych typu statek-statek lub poprzez praktyki rebrandingowe mające na celu ukrycie ich pochodzenia" - przypomina Forbes. Z jednej strony tylko 4 proc. ropy trafiającej do Chin pochodzi z Wenezueli, ale z drugiej potencjał tego kraju zapewne spędzał Trumpowi sen z powiek jako coś, co mogło dostać się w ręce największego obecnie amerykańskiego adwersarza. Stany Zjednoczone po tej operacji „nie mogą ryzykować, że ktoś inny przejmie władzę w Wenezueli” - zostało powiedziane wprost na konferencji. Potem spytano prezydenta USA o to, czy obecna sytuacja nie zaszkodzi relacjom z Pekinem. Trump zapewnił, że nie zamierza zabraniać nikomu dalszego kupowania ropy z Wenezueli. "Nic o tym nie wiem, ale mam bardzo dobre stosunki z przywódcą ChRL Xi Jinpingiem, więc nie będzie żadnych problemów. Nadal będą otrzymywać ropę". Ale kiedy? Na razie wszelki transport tego surowca z Wenezueli jest wstrzymany. Chiny, podobnie jak m.in. Rosja, potępiły amerykańskie działania, ogłaszając, że są „głęboko wstrząśnięte i stanowczo potępiają użycie siły przez Stany Zjednoczone wobec suwerennego państwa oraz użycie siły wobec prezydenta kraju”. Operację USA Pekin nazwał „hegemonicznym zachowaniem (...), które poważnie narusza prawo międzynarodowe”.
"Zgodnie z naszą nową strategią bezpieczeństwa narodowego, amerykańska dominacja na półkuli zachodniej nigdy więcej nie będzie kwestionowana"
Donald Trump wprost zadeklarował w swoim przemówieniu, że chce odkurzyć doktrynę Monroe z 1823: "To, hm, doktryna Monroe'a. Trochę o niej zapomnieliśmy. Była bardzo ważna, ale zapomnieliśmy. Nie zapominamy o niej już. Zgodnie z naszą nową strategią bezpieczeństwa narodowego, amerykańska dominacja na półkuli zachodniej nigdy więcej nie będzie kwestionowana. To się nie zdarzy. Podsumowując, przez dekady inne rządy zaniedbywały, a nawet przyczyniały się do narastania zagrożeń dla bezpieczeństwa na półkuli zachodniej". Doktryna Monroe głosi ideę amerykańskiej dominacji na półkuli zachodniej i likwidacji europejskich wpływów w regionie, jak również nieingerowania USA w sprawy europejskie. W nowych czasach doktryna ta w praktyce obejmuje Chiny, a Ameryka Łacińska stała się areną także militarnej walki o wpływy, dominację polityczną i surowcową. Na to, że Trumpowi wcale nie chodziło o narkotyki, a w każdym razie nie tylko one, wskazują też dane dotyczące przemytu i źródeł napływu substancji odurzających do USA. Wenezuela wcale nie jest tutaj najważniejsza, choć Trump w ostatnim przemówieniu mówił o zarzucaniu Stanów kokainą. Ale raport amerykańskiej agencji antynarkotykowej z 2025 roku głosił choćby, że 84 proc. kokainy przejmowanej przez policję w USA pochodziło z Kolumbii, a nie Wenezueli. Pytanie o to, co teraz będzie z Wenezuelą, pozostaje otwarte. Amerykanie mogą utknąć tam na lata, a mieszkańcy tego kraju obawiać się chaosu mimo obietnic prosperity i mimo obalenia dyktatora, którego trudno żałować.