Al Jazeera, AFP, AP: protesty rozlewają się na kolejne miasta Iranu. Demonstranci chcą ustąpienia władz i obalenia ajatollahów
Ludzie w kilkudziesięciu miastach wychodzą na ulice, mnożą się przypadki atakowania komisariatów, starć z policjantami - takie doniesienia przekazują agencja AP i AFP, także CNN czy Al Jazeera. Źródła te podają, że kilka osób zginęło, a kilkanaście zostało rannych, władze mówiły wcześniej o zatrzymaniach co najmniej kilkudziesięciu. Zdjęcia i filmy w mediach społecznościowych pokazują tłumy idące ulicami i skandujące m.in. hasła przeciwko rządzącym od 46 lat ajatollahom, w tym Alemu Chamenei, któremu wprost życzą śmierci. Trudno jednak znaleźć fotograficzne czy filmowe relacje tego rodzaju w agencjach. Co wywołało protesty? Bezpośrednią ich przyczyną była najprawdopodobniej fatalna sytuacja ekonomiczna Iranu. Inflacja przekracza tam obecnie 40 proc., rosną ceny żywności, waluta traci na wartości. Na początku grudnia zaczęły się protesty właścicieli sklepów właśnie na tym tle.
Irańczycy mają powodu do protestów. Ogromna inflacja i religijna dyktatura
Ale to nie wszystko. Do sklepikarzy od początku grudnia dołączyli studenci z dziesięciu uniwersytetów, a hasła antyrządowe zrobiły się bardziej ogólne. Bo nie wszystkim w Iranie podoba się religijny reżim, władający krajem jeszcze od czasu islamskiej rewolucji w 1979 roku. Od tamtej pory w Iranie rządzą ajatollahowie, fanatycy religijni, którzy całe życie obywateli podporządkowują islamowi czy ktoś sobie tego życzy, czy nie. Kilka lat temu protesty wybuchły po tym, jak policja skatowała kobietę na śmierć za zbyt niedbałe zasłanianie włosów. Zakazane są też takie rzeczy, jak seks pozamałżeński, kobieta nie może wyrobić sobie paszportu i wyjechać z kraju bez zgody męża, nie może też bez jego zgody pracować, a w przypadku rozwodu zazwyczaj dzieci są jej odbierane. Trudno się dziwić, że nie wszystkim podobają się takie porządki.
W czerwcu syn obalonego szacha wzywał do obalenia władz i prosił Zachód o pomoc dla opozycji
Niektórzy manifestanci wznoszą też okrzyki domagające się oddania władzy synowi obalonego w 1979 roku szacha Mohammada Rezy Pahlawiego. 64-letni Reza Pahlawi jeszcze w czerwcu wezwał do obalenia rządzących od tamtej pory ajatollahów i ogłosił, że już jednoczy irańską opozycję. Wprost poprosił też państwa trzecie o pomoc. „Wkraczam, by przewodzić transformacji w Iranie” – powiedział Reza Pahlawi agencji AFP. Syn nieżyjącego już dawnego szacha uważał w czerwcu, gdy kończyła się krótka, lecz zaciekła wojna między Iranem i Izraelem oraz USA, że ówczesna sytuacja polityczna to „irański moment Muru Berlińskiego”. Jego zdaniem, Zachód nie powinien marnować czasu na rozmowy z „upadającym reżimem ajatollaha Alego Chameneiego”, lecz w jakiś sposób wspomóc jego przeciwników. „Ten reżim upada (...). Można ten proces przyspieszyć, stając tym razem po stronie narodu irańskiego, a nie rzucając temu reżimowi kolejne koło ratunkowe, które pozwoliłoby mu przetrwać” – powiedział Pahlawi. Syn szacha już w lutym, podczas szczytu Praw Człowieka i Demokracji w Genewie przekonywał, że „nadszedł czas, aby działać”. „Dlatego odpowiadam na wezwanie moich współobywateli, by poprowadzić transformację – nie dla siebie, nie dla stanowiska czy władzy, lecz z poczucia obowiązku jako patriota” – mówił wówczas w Genewie.
Trump: "Jeżeli władze w Teheranie będą strzelać i brutalnie zabijać manifestantów USA przyjdą im z odsieczą"
Nic więc dziwnego, że słychać głosy osób zastanawiających się nad tym, czy protesty w Iranie nie są w jakiś sposób podsycane przez obce państwa lub wręcz przez nie inspirowane. Na pewno mogą zostać przez nie wsparte. „Jeżeli władze w Teheranie będą strzelać i brutalnie zabijać manifestantów USA przyjdą im z odsieczą. Jesteśmy uzbrojeni i gotowi do akcji” - napisał dziś Donald Trump w mediach społecznościowych.„Każda próba przekształcenia protestów ekonomicznych w narzędzie zagrażające bezpieczeństwu, niszczenie mienia publicznego lub wdrażania zewnętrznie opracowanych scenariuszy nieuchronnie spotka się z prawną, proporcjonalną i zdecydowaną reakcją” – powiedział w środę prokurator generalny Iranu. Z drugiej strony realne powody do protestowania są ewidentne. Na razie zdjęcia z manifestacji widać głównie w mediach społecznościowych, w agencjach trudno je odszukać, co sprawia, że trudno jest zweryfikować doniesienia o manifestacjach i oddzielić je od fake newsów.
Prezydent Iranu Masud Pezeszkian: "Jesteśmy w stanie wojny z Ameryką, Izraelem i Europą
”Moim zdaniem jesteśmy w stanie wojny z Ameryką, Izraelem i Europą. Nie chcą, żeby nasz kraj stanął na nogi” – powiedział parę dni temu prezydent Iranu Masud Pezeszkian w rozmowie z przedstawicielami oficjalnej strony internetowej ajatollaha Alego Chameneiego, cytowany też m.in. przez Al Jazeerę. Jak dodał, Stany Zjednoczone, Izrael i kraje europejskie prowadzą „pełnowymiarową wojnę” przeciwko jego krajowi, ale Iran nie zamierza się poddać i w razie kolejnego militarnego starcia odpowie mocniej, niż poprzednio. „Nasze drogie siły zbrojne wykonują swoje zadania z dużą siłą i teraz, jeśli chodzi o sprzęt i siłę roboczą, pomimo wszystkich problemów, jakie mamy, są silniejsze niż wtedy, gdy zaatakowały” – powiedział Pezeszkian, mając na myśli konflikt z Iranem sprzed pół roku i amerykańskie ataki na irańskie instalacje nuklearne. „Więc jeśli zechcą zaatakować, naturalnie spotkają się z bardziej zdecydowaną odpowiedzią” - zapewnił prezydent. „Ta wojna jest gorsza niż wojna Iraku z nami. Jeśli dobrze to zrozumieć, ta wojna jest o wiele bardziej złożona i trudna niż tamta wojna” – dodał. Dlaczego mówił nie tylko o USA i Izraelu, ale i o Europie? Chodziło zapewne m.in. o sankcje nakładane od lat na Iran także przez kraje europejskie i ich zazwyczaj bardzo pobłażliwą postawę wobec władz Izraela.
Izrael zaatakował Iran, Iran odpowiedział. Potem USA bombardowały instalacje nuklearne Iranu
13 czerwca nad ranem w ramach operacji Powstający Lew Izrael zaczął zmasowany atak na Iran. Teheran nazwał działania Izraela "deklaracją wojny". Pociski rakietowe spadły na wiele miejsc w całym kraju, czołowi generałowie i naukowcy zajmujący się rozwojem irańskiego programu nuklearnego zostali zabici. To właśnie program nuklearny, przynajmniej oficjalnie, stanowił powód uderzenia. Premier Benjamin Netanjahu ogłosił, że ataki miały charakter prewencyjny, a ich celem jest uniemożliwienie Iranowi zdobycia broni atomowej, bo ta zagrażałaby istnieniu Izraela. Iran zaczął odwet, ostrzeliwując Tel Awiw i Jerozolimę. Netanjahu twierdzi, że Iran specjalnie buduje broń nuklearną i gdyby nie prewencyjny atak na instalacje, Izraelowi groziłaby nuklearna zagłada. "Jednak oceny amerykańskiego wywiadu doprowadziły do odmiennych wniosków – Iran nie tylko nie dążył aktywnie do posiadania broni jądrowej, ale także brakowało mu nawet trzech lat, aby wyprodukować ją i dostarczyć do wybranego przez siebie celu, zgodnie ze słowami czterech osób zaznajomionych z oceną" - podawał w czerwcu CNN. A zatem według tych informatorów twierdzenia Izraela nie są prawdziwe. Waszyngton popiera jednak całkowicie Izrael, także militarnie. W nocy z 21 na 22 czerwca USA zbombardowały trzy irańskie obiekty nuklearne, w tym ten w Fordo.