Czarnobyl 40 lat później. Elektrownia w warunkach wojny - zagrożenie, którego nikt nie przewidział

2026-04-26 5:12

40 lat po jednej z największych awarii elektrowni jądrowych w historii Czarnobyl nadal przyciąga uwagę — choć reaktor nie działa, obiekt wymaga stałego nadzoru i pozostaje podatny na nowe zagrożenia. Jednocześnie największe obawy dotyczą dziś działających instalacji, w tym Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej.

37. rocznica katastrofy w Czarnobylu. Tak wygląda opuszczone miasto

i

Autor: Paweł Skraba/Super Express 37. rocznica katastrofy w Czarnobylu. Tak wygląda opuszczone miasto

Czterdzieści lat temu awaria w elektrowni jądrowej w Czarnobylu stała się jedną z największych katastrof technologicznych na świecie. W nocy z 25 na 26 kwietnia 1986 roku, podczas eksperymentu na czwartym bloku energetycznym, doszło do wybuchu, który zniszczył reaktor i doprowadził do ogromnego uwolnienia substancji radioaktywnych do środowiska. W pierwszych dniach i tygodniach zginęły dziesiątki osób — przede wszystkim strażacy oraz pracownicy elektrowni, którzy jako pierwsi likwidowali skutki katastrofy. Całkowitą liczbę ofiar śmiertelnych związanych z wybuchem w Czarnobylu trudno oszacować, między innymi ze względu na długofalowe skutki promieniowania.

Setki tysięcy ludzi zostały ewakuowane, w tym mieszkańcy miasta Prypeć, które stało się jednym z najbardziej znanych symboli opuszczonych terenów na świecie. Skażenie radioaktywne rozprzestrzeniło się daleko poza granice Ukrainy, obejmując znaczne obszary Europy, w tym również Polskę. Elektrownię ostatecznie wyłączono w 2000 roku, jednak nadal pozostaje ona złożonym obiektem technicznym, który wymaga stałego nadzoru, obsługi i finansowania. Na jej terenie pracują specjaliści, funkcjonują systemy monitoringu, przechowywane jest wypalone paliwo jądrowe, a także prowadzone są przygotowania do długotrwałego procesu demontażu i dekontaminacji.

Czarnobyl wciąż nie jest całkowicie bezpieczny

Kluczowym elementem współczesnego systemu bezpieczeństwa jest Nowa Bezpieczna Powłoka (New Safe Confinement) — ogromna konstrukcja łukowa, ostatecznie oddana do eksploatacji w 2019 roku, która przykrywa stary sarkofag nad zniszczonym reaktorem. W jej wnętrzu znajdują się najbardziej niebezpieczne materiały: pozostałości paliwa jądrowego, grafit oraz fragmenty rdzenia reaktora, które wciąż stanowią źródło promieniowania. Powłoka nie „likwiduje” problemu, lecz go izoluje, tworząc warunki do stopniowego i kontrolowanego demontażu niebezpiecznych konstrukcji w przyszłości.

„Jej głównym zadaniem jest zatrzymywanie materiałów radioaktywnych wewnątrz i niedopuszczenie do ich kontaktu ze środowiskiem. Na dziś funkcja ta jest zasadniczo spełniana” — wyjaśnia w rozmowie z nami członek zarządu Ukraińskiego Towarzystwa Jądrowego, kandydat nauk fizyczno-matematycznych Jewhen Małyj. Mimo to Czarnobyla nie można uznać za miejsce całkowicie bezpieczne. Poziom promieniowania w strefie wykluczenia znacznie spadł w porównaniu z rokiem 1986, jednak pozostaje nierównomierny. W niektórych obszarach jest zbliżony do naturalnego tła, podczas gdy w innych - szczególnie w pobliżu reaktora lub na terenach leśnych - nadal jest podwyższony.

„Drugiego Czarnobyla nie może być, ponieważ nie ma działającego reaktora i nie zachodzi niekontrolowana reakcja jądrowa. Nie oznacza to jednak, że obiekt nie stanowi żadnego zagrożenia. Chodzi o inne ryzyka — lokalne, ale realne” — zauważa Małyj. Do takich zagrożeń należą na przykład pożary w lasach strefy, które mogą unosić radioaktywny pył i przenosić go na znaczne odległości, a także potencjalne uszkodzenia infrastruktury.

Rosyjska inwazja zwiększyła ryzyko

Sytuacja dodatkowo się skomplikowała po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji w 2022 roku. Strefa czarnobylska znalazła się pod okupacją i pozostawała pod nią przez 36 dni. W tym czasie około 300 osób (personel oraz wojskowi przebywający na terenie elektrowni) zostało zakładnikami rosyjskich sił zbrojnych. W tym okresie pojawiło się realne zagrożenie utraty zasilania, a także dodatkowe ryzyka związane z przemieszczaniem się sprzętu wojskowego po obszarach skażonych radioaktywnie. „Istniało ryzyko, że sprzęt wznieca radioaktywny pył i przenosi go dalej. To nie jest katastrofa, ale czynnik, który może wpływać na środowisko” - zauważa Małyj.

Po wyzwoleniu terytorium sytuacja się ustabilizowała, jednak pojawiły się nowe wyzwania. W nocy z 13 na 14 lutego 2025 roku rosyjski dron uderzył w konstrukcję Nowej Bezpiecznej Powłoki. Uderzenie nie doprowadziło do wycieku promieniowania, jednak uszkodziło część osłony oraz wewnętrznych systemów. Uderzenie przebiło część zewnętrznego poszycia i uszkodziło niektóre elementy konstrukcji, w tym systemy odpowiedzialne za wentylację i kontrolę powietrza wewnątrz.

„Konfajnment jest zaprojektowany na dziesiątki lat eksploatacji. Po uderzeniu nie utracił swojej podstawowej funkcji - izolacji, ale nie działa już w parametrach, które pierwotnie zakładano. Część systemów została naruszona” - wyjaśnia członek zarządu Ukraińskiego Towarzystwa Jądrowego. Według niego konstrukcję szybko naprawiono, jednak było to rozwiązanie tymczasowe. „Została załatana, aby zapobiec dalszym uszkodzeniom, ale nie jest to pełne odtworzenie. Potrzebne są poważne prace, aby przywrócić pierwotne właściwości” - mówi ekspert.

Dodaje również, że głównym problemem takich uszkodzeń jest stopniowa utrata skuteczności ochrony: „Jeśli dochodzi do naruszenia szczelności albo system wentylacji nie działa zgodnie z założeniami, wpływa to na zdolność do zatrzymywania cząstek radioaktywnych wewnątrz. Nie oznacza to natychmiastowego wycieku, ale oznacza niższy poziom ochrony”. W przypadku dalszych uszkodzeń, zdaniem eksperta, możliwa jest tzw. emisja pyłowa: „Chodzi o radioaktywny pył, który może unieść się w powietrze i rozprzestrzenić. To nie jest skala Czarnobyla, ale to już jest skażenie”.

Przerwy w dostawach prądu są dużym zagrożeniem

Prokurator generalny Ukrainy, Rusłan Krawczenko, w wywiadzie dla Reutersa poinformował, że podczas złożonych ataków rosyjskie rakiety i drony wielokrotnie przelatywały lub spadały w pobliżu Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej oraz innych ukraińskich elektrowni jądrowych. Jak twierdzi, od lipca 2024 roku radary zarejestrowały co najmniej 92 rosyjskie drony, które przelatywały w promieniu pięciu kilometrów od łuku Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej. Z ustaleń śledztwa wynika, że uderzenie drona w konfajnment w lutym ubiegłego roku było działaniem celowym.

Dodatkowe zagrożenie stanowią możliwe przerwy w dostawach energii elektrycznej. W przypadku utraty zasilania zewnętrznego wszystkie systemy przechodzą na rezerwowe generatory diesla. Takie przerwy mogą być spowodowane ostrzałami infrastruktury energetycznej, uszkodzeniami linii przesyłowych lub ogólnymi blackoutami w systemie energetycznym - i już kilkukrotnie miały miejsce w Czarnobylu. Ma to kluczowe znaczenie, ponieważ nawet bez działającego reaktora obiekt pozostaje zależny od energii elektrycznej - jest ona potrzebna do działania systemów monitoringu, wentylacji, kontroli stanu konstrukcji oraz bezpiecznego przechowywania materiałów.

„Generatory dieslowe to przewidziany mechanizm, ale nie jest on idealny. Potrzebne jest paliwo, konserwacja techniczna i stabilna praca urządzeń. Jeśli pojawi się kilka problemów jednocześnie, staje się to poważnym zagrożeniem” - mówi Małyj. Według niego niebezpieczeństwo wiąże się przede wszystkim z długotrwałymi przerwami w dostawach prądu: „Krótkotrwale system to wytrzymuje. Ale jeśli zasilania brakuje przez dłuższy czas, pojawia się zależność od rozwiązań rezerwowych, a każdy dodatkowy czynnik - awaria, brak paliwa - zwiększa ryzyko”.

Wspominając rocznicę katastrofy w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, dziś coraz częściej mówi się nie tylko o lekcjach z przeszłości, lecz także o współczesnych zagrożeniach związanych z energetyką jądrową na Ukrainie. O ile Czarnobyl jest obecnie przede wszystkim obiektem kontroli i długoterminowego zarządzania skutkami katastrofy, to największe potencjalne ryzyko wiąże się dziś z inną elektrownią. Chodzi o Zaporoską Elektrownie Jądrową - największą elektrownię jądrową w Europie, która od 2022 roku znajduje się pod rosyjską okupacją. W przeciwieństwie do Czarnobyla, Zaporoska elektrownia pozostaje pełnoprawnym obiektem jądrowym z sześcioma blokami energetycznymi.

Choć obecnie są one w stanie zimnego wyłączenia, wewnątrz nadal znajduje się paliwo jądrowe, które wciąż wydziela ciepło i wymaga stałego chłodzenia. „Paliwo nie znika po zatrzymaniu reaktora. Występuje tzw. ciepło powyłączeniowe i musi być ono stale odprowadzane. Jeśli tego nie robi, temperatura zaczyna rosnąć” - wyjaśnia członek zarządu Ukraińskiego Towarzystwa Jądrowego.

Kluczowym czynnikiem bezpieczeństwa pozostaje zasilanie elektryczne, które zapewnia działanie systemów chłodzenia. W czasie okupacji elektrownia wielokrotnie traciła połączenie z systemem energetycznym na skutek ostrzałów linii przesyłowych. „Każdy blackout to ryzyko. W takich momentach elektrownia przechodzi na generatory dieslowe. Ale to już zależność od wielu czynników - czy jest paliwo, czy sprzęt działa, czy jest personel. I nie mamy na to wpływu” - podkreśla ekspert.

Elektrownie jądrowe nie były projektowane do pracy w warunkach wojny

Według niego główne zagrożenie nie polega na powtórzeniu scenariusza czarnobylskiego, lecz na innym typie incydentu: „To nie będzie wybuch jak w 1986 roku. Ale jeśli system chłodzenia zostanie zakłócony, możliwe jest przegrzanie paliwa i lokalne uwolnienie substancji radioaktywnych” – mówi nam. Dodatkowe obawy budzi fakt, że elektrownia jest de facto wykorzystywana w kontekście działań wojskowych. „Elektrownie jądrowe nie były projektowane do pracy w warunkach wojny. To nowy rodzaj ryzyka, który wcześniej po prostu nie istniał” - podkreśla Małyj.

To właśnie połączenie czynników technicznych, zależności od zasilania oraz obecności wojskowej sprawia, że sytuacja w Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej stanowi dziś największe potencjalne zagrożenie jądrowe - nie tylko dla Ukrainy, ale dla całego regionu.

Przenosimy się z Warszawy do Czarnobyla. Mija 35 lat od wybuchu w elektrowni jądrowej

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki