Fala protestów i zamieszek przetacza się przez Europę. Wandale niszczą nawet zabytki

2026-10-18 11:23

Zamaskowana grupa wtargnęła do ratusza w Limoges i celowo podłożyła ogień. Pożar zniszczył znaczną część ponad 140-letniego zabytku. Runęły dach i wieża zegarowa. Podpalenie stało się jednym z najbardziej wstrząsających symboli sobotnich protestów we Francji, które w wielu miastach przerodziły się w zamieszki, grabieże i starcia z policją. Tego samego dnia manifestacje odbywały się również we Włoszech i Belgii. Poza przemocą łączy je jedno: sprzeciw wobec wysokich kosztów życia.

Setki tysięcy demonstrantów we Francji

Największą skalę protesty przybrały w sobotę, 17 października, we Francji. Według ministra spraw wewnętrznych Laurenta Nuneza w demonstracjach uczestniczyło około 550 tys. osób. Związek zawodowy CGT oszacował frekwencję znacznie wyżej, na około 800 tys. ludzi.

Większość manifestacji przebiegała pokojowo, ale w niektórych miejscach do tłumu dołączyły zamaskowane grupy, zainteresowane wszczęciem rozruchów.

Zabytkowy ratusz w Limoges stanął w ogniu

Do jednego z najpoważniejszych zdarzeń doszło w Limoges w centralnej części kraju. Protestujący mieli wedrzeć się do miejskiego ratusza, a następnie celowo wzniecić pożar.

Ogień błyskawicznie opanował górne partie budynku. Zniszczona została mierząca 43 metry wieża zegarowa, a dach, poza zachodnim skrzydłem, runął na niższe kondygnacje. Według władz regionalnych poważnie uszkodzone zostały również zewnętrzne ściany ratusza. Urzędnicy nazwali zniszczenie ratusza „katastrofą dla dziedzictwa narodowego”.

Przeczytaj także: Atak na polskich dyplomatów na Zachodnim Brzegu! Izraelscy osadnicy wybili szybę

Budynek miał 143 lata. Jego budowę rozpoczęto w 1879 r., a oficjalne otwarcie odbyło się 14 lipca 1883 r. W latach 70. XX wieku gmach objęto ochroną jako szczególnie cenny element francuskiego dziedzictwa.

Zamieszki w największych francuskich miastach

Podpalenie ratusza w Limoges nie było odosobnionym incydentem. Do aktów przemocy i wandalizmu doszło między innymi w Paryżu, Marsylii, Lyonie, Bordeaux i Lille.

W Marsylii ubrani na czarno demonstranci sforsowali wejście do ratusza. Wewnątrz budynku pojawiły się anarchistyczne symbole. W Lyonie podpalono miejskie biuro informacji turystycznej, natomiast w Paryżu atakowano banki, sklepy i pojazdy służb.

W rejonie paryskiego placu Republiki spokojny wcześniej marsz przerodził się w starcia. W policjantów rzucano m.in. kostką brukową, butelkami i materiałami pirotechnicznymi. Podpalano samochody oraz uliczne barykady, wybijano witryny sklepów i plądrowano lokale handlowe. Policja odpowiedziała gazem łzawiącym i armatkami wodnymi.

Przeczytaj także: Niemieckie lotnisko Lipsk z uszkodzonym ogrodzeniem. Trwa dochodzenie policji

Podobne sceny rozgrywały się w innych miastach. Atakowane były nie tylko luksusowe butiki, lecz także supermarkety, sklepy telefoniczne i budynki publiczne.

1200 zatrzymanych, 150 rannych policjantów

Premier Sebastien Lecornu poinformował, że w związku z sobotnimi wydarzeniami zatrzymano około 1200 osób. Według szefa rządu obrażenia odniosło ponad 150 funkcjonariuszy.

Francuskie władze zapowiedziały identyfikowanie uczestników aktów przemocy na podstawie nagrań monitoringu i materiałów publikowanych w internecie. Prezydent Emmanuel Macron oświadczył, że osoby odpowiedzialne za podpalenia, grabieże i ataki na instytucje publiczne zostaną odnalezione i ukarane.

Premier oskarżył o wywołanie zamieszek środowiska „ultralewicowe” oraz grupy przestępcze, które miały wykorzystać pokojowe protesty do plądrowania sklepów i atakowania policji.

– Nie pozwolimy się zastraszyć. Nikt nie narzuci swojego politycznego programu przy użyciu przemocy – zapowiedział premier Francji, cytowany przez Agencję Reutersa.

Uczestnicy pokojowych marszów zdecydowanie odcinali się jednak od wandali. Podkreślali, że setki tysięcy osób wyszły na ulice, aby zwrócić uwagę na sytuację ekonomiczną, a nie niszczyć miasta.

Protest zaczął się od problemów francuskich szkół

Obecny ruch protestacyjny nie pojawił się nagle. Jego początkiem były akcje uczniów szkół średnich na robotniczych przedmieściach północnego Paryża.

Młodzi ludzie protestowali przeciwko brakom nauczycieli, pogarszającemu się stanowi szkolnych budynków i niedostatecznemu finansowaniu edukacji. Z czasem do uczniów dołączyli nauczyciele, związki zawodowe, pracownicy sektora publicznego, rolnicy, aktywiści klimatyczni oraz osoby związane wcześniej z ruchem „żółtych kamizelek”.

Przeczytaj także: Po ataku dronów płonie terminal naftowy w Petersburgu. Zaatakowano też centrum danych VK

Pierwotny spór dotyczący szkół rozszerzył się na znacznie większą debatę o poziomie życia, stanie usług publicznych i nierównościach. Demonstranci wskazują na wysokie ceny paliwa, żywności i mieszkań oraz coraz mniejsze zaufanie do francuskiego systemu opieki społecznej.

Władze znalazły się pod dodatkową presją z powodu stanu finansów publicznych. Próby ograniczenia zadłużenia oznaczają ryzyko cięć, przed którymi protestują związki zawodowe i pracownicy sektora publicznego.

Zamieszki również w Mediolanie i Bolonii

Równolegle protesty przeciwko kosztom życia odbywały się we Włoszech. Najpoważniejsze starcia miały miejsce w centrum Mediolanu.

Marsz przeciwko rosnącym cenom i wojnom rozpoczął się spokojnie. Wśród uczestników widoczne były również palestyńskie flagi i chusty. Z czasem zamaskowani demonstranci zaczęli rzucać w policjantów kamieniami, kostką brukową i innymi przedmiotami.

Przeczytaj także: Niepokojące znalezisko na Litwie. To mogą być szczątki tajemniczego drona

Na Piazza del Duomo podpalono barykady zbudowane między innymi z wyposażenia ogródków gastronomicznych. Plądrowano sklepy, a samochód karabinierów został poważnie uszkodzony. Policja użyła gazu łzawiącego i armatek wodnych. Co najmniej dwóch funkcjonariuszy odniosło obrażenia, a służby zatrzymały około 50 osób, w tym wielu nieletnich.

Zamieszki spowodowały zamknięcie części sklepów i stacji metra przy katedrze. Turyści oraz mieszkańcy opuszczali plac, który zwykle w sobotę jest jednym z najbardziej zatłoczonych miejsc w Mediolanie.

Do konfrontacji doszło także w Bolonii. Policja użyła armatek wodnych, a po starciach zatrzymano siedem osób. Starcia z policją potępiła premier Włoch, Giorgia Meloni. Burmistrz Mediolanu dodał, że rozumie powód protestów, ale nie usprawiedliwia to agresji wobec funkcjonariuszy i niszczenie miasta.

Fala przemocy przelała się również przez Belgię

W Belgii również doszło do licznych protestów oraz starć z policją, jednak ich skala w porównaniu do Francji i Włoch jest niewielka. W Brukseli protestowało kilkaset osób, przede wszystkim młodych ludzi i studentów.

Belgijskie organizacje studenckie sprzeciwiają się rosnącym kosztom kształcenia oraz reformom, które ich zdaniem mogą ograniczyć dostęp do szkolnictwa wyższego. Część demonstrantów starła się z policją. Funkcjonariusze użyli gazu łzawiącego i armatek wodnych po tym, jak w ich stronę poleciały różne przedmioty, a na ulicach zaczęły płonąć barykady.

Przeczytaj także: Trump znowu pomaga Moskwie. Wycofał się z potężnych ceł

Do mniejszej demonstracji doszło również w Liège, gdzie policja także użyła armatki wodnej do rozproszenia tłumu. Belgijskie służby nie podały dokładnej liczby uczestników obu protestów.

Sobotnie demonstracje we Francji, Włoszech i Belgii nie były jedną skoordynowaną akcją. Jednak poza epizodami starć z policją łączy je powód ich organizacji. stale zwiększające się koszty życia i spadek jakości usług publicznych. Młodzi Europejczycy, zwłaszcza o poglądach lewicowych, nie zgadzają się na ich zdaniem rosnącą przepaść między najbogatszymi, a resztą społeczeństwa.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI