Gdy policjanci prowadzili go z radiowozu na przesłuchanie, w przeciwieństwie do kompanów, nie próbował nawet ukrywać twarzy. Guerlin Butungu, przywódca bandy gwałcicieli Polki, bez cienia emocji patrzył w oczy ludziom i w obiektywy fotoreporterów. Podczas przesłuchania też nie okazał żadnej skruchy. Przyznał się do zarzucanych mu czynów, ale z jego twarzy nie schodził wyraz buty i dumy ze zła, którego się dopuścił.
Kim jest ten zwyrodnialec? Butungu urodził się w Kongo. Dwa lata temu, jak tysiące innych uchodźców, przedostał się do Europy na łodzi i wylądował na włoskiej wyspie Lampedusa. W ojczyźnie uczył się na kelnera, ale szybko odnalazł się w półświatku Rimini. Rozboje, pobicia, zlecenia rozbojów, handel narkotykami - to było życie codzienne 20-latka. Na Facebooku chwalił się drogimi ciuchami i samochodami. Daleko mu było do ubogiego uchodźcy mieszkającego w ośrodku, a jednak wciąż tam nocował. Trzech nastolatków, bracia z Maroka i Nigeryjczyk, których tej tragicznej nocy przyprowadził na plażę w Rimini, było w niego zapatrzonych. Zeznali, że obiecał im zapłacić za skradzione telefony Polaków i kazał im ich zaatakować. Bez skrupułów wykonali rozkazy.
Butungu siedzi już za kratami, a według włoskiego prawa grozi mu tylko 14 lat więzienia. Jego "podwładnym" jeszcze mniej, bo staną przed sądem dla nieletnich. Do ataku na parę 26-letnich Polaków doszło w nocy z 27 na 28 sierpnia na plaży w Rimini. Czterech napastników zgwałciło kobietę i skatowało mężczyznę, a potem ukradło im telefony. Zostali złapani po tygodniu. Butungu w chwili zatrzymania próbował uciec do Francji pociągiem.
ZOBACZ: Nauczyciele na ulicach, a minister umywa ręce: "To nie ja jestem ich pracodawcą"
PRZECZYTAJ: Policjantka z Rimini o brutalności gwałcicieli: "Nigdy się z czymś takim nie spotkałam"
POLECAMY: KOMPROMITUJĄCA wpadka posła PO! Internauci są dla niego bezlitośni