Spis treści
Katastrofa samolotu w Greenacres na Florydzie. Zapis rozmowy z kokpitu
Do sieci trafił wstrząsający zapis rozmowy pomiędzy kontrolerem ruchu lotniczego a załogą prywatnego odrzutowca Learjet 60. Do tragicznego wypadku doszło w niedzielę, 1 listopada, około godziny 13 w mieście Greenacres w stanie Floryda.
Początkowonic nie zapowiadało nadchodzącego dramatu. Siedząca za sterami kobieta informowała jedynie o umiarkowanych turbulencjach i lekkim oblodzeniu kadłuba, zaznaczając jednak, że załoga w pełni panuje nad maszyną.
W pewnym momencie wszystko się zmieniło. Odrzutowiec zaczął szybko tracić wysokość.
„Spadamy! Mayday, mayday! Opadamy z prędkością 10 tysięcy stóp na minutę!” – wzywała pomocy pilotka, co opisuje dziennik „New York Post”.
Momentalnie sytuacja stała się jeszcze bardziej krytyczna, a kobieta zgłosiła przekroczenie limitu prędkości i opadanie rzędu 20 tysięcy stóp, co przekłada się na przeszło sześć kilometrów w ciągu jednej minuty.
„Rozbijemy się o ziemię!” – krzyczała przerażona kobieta za sterami.
Pracownik wieży kontroli lotów starał się podtrzymać łączność z załogą.
„Jestem z wami, mówcie do mnie” – apelował kontroler w odpowiedzi.
Tuż przed uderzeniem pilotka zdążyła jeszcze przekazać komunikat o mocnym przechyleniu się samolotu, po czym w eterze rozległ się jej krzyk.
„K..., nie mamy już czasu!” – brzmiał komunikat.
W tym momencie urwał się zapis z rejestratora tuż przed rozbiciem maszyny.
Odrzutowiec Learjet 60 spadł na osiedle domów. Zginęło dziewięć osób
Learjet 60 leciał z teksańskiego Austin w kierunku Bahamów. Nie przeżył nikt spośród dziewięciu osób, które były na pokładzie odrzutowca.
Samolot runął niemal pionowo wprost na osiedle domów mobilnych na terenie Greenacres. Zanim maszyna uderzyła w grunt i doszło do gigantycznej eksplozji, zahaczyła jeszcze o drzewo i pozrywała przewody energetyczne.
Opublikowane filmy z miejsca zdarzenia ukazują kłęby czarnego dymu i wielką kulę ognia, a siła uderzenia utworzyła w ziemi głęboki krater.
Według relacji jednego z naocznych świadków potężny huk przypominał eksplozję rakiety na wojnie. Choć wypadek wydarzył się tuż obok domów, to żaden z mieszkańców nie ucierpiał.
Na ten moment nie wiadomo, co dokładnie doprowadziło do tragedii, a wyjaśnieniem okoliczności wypadku zajmują się amerykańskie agencje lotnicze FAA oraz NTSB. Eksperci wezmą pod uwagę między innymi panującą wówczas pogodę i ostatnie meldunki przekazywane przez pilotkę.