Pokaz siły w Pjongjangu. Kim Dzong Un znów grozi światu
Sceny, które rozegrały się w Korei Północnej, to kolejny dowód na to, że reżim Kim Dzong Una kontynuuje militaryzację kraju. Przywódca z dumą prezentował nowe nabytki swojej armii – wieloprowadnicowe wyrzutnie rakietowe kalibru 600 mm. Według doniesień płynących z reżimowych mediów, to nie jest zwykły sprzęt, ale maszyny zdolne do przenoszenia głowic jądrowych. Wyprodukowano już 50 sztuk. Kim Dzong Un, cytowany przez oficjalną agencję KCNA, wieszczy czarny scenariusz dla każdego, kto stanie mu na drodze.
"Śmiem twierdzić, że jest więcej niż jasne, iż po użyciu tej broni infrastruktura wojskowa i system dowodzenia naszych wrogów załamią się natychmiast" - powiedział Kim Dzong Un.
Reżimowe media chwalą się, że nowy sprzęt to szczyt techniki. Pociski mają zasięg około 400 kilometrów, ale to nie wszystko. Koreańczycy twierdzą, że wyrzutnie zostały wyposażone w zaawansowane systemy naprowadzania oraz technologię sztucznej inteligencji. Ma to zapewnić niespotykaną dotąd precyzję uderzenia.
Seul na celowniku reżimu?
Dyktator nie ukrywa, do czego ma służyć nowa broń. Mówi wprost o „ataku specjalnym”, a w języku północnokoreańskiej propagandy termin ten odnosi się do uderzenia nuklearnego. Zdjęcia z ceremonii są wymowne: kolumny pojazdów przed symbolicznym Domem Kultury 25 Kwietnia i sam Kim Dzong Un siedzący za kierownicą jednej z maszyn. Agencja Yonhap z Korei Południowej bije na alarm. Nowe systemy mogą zagrozić Seulowi, który leży zaledwie 50 kilometrów od strefy zdemilitaryzowanej. Ten pokaz siły to prawdopodobnie preludium do IX Zjazdu Partii Pracy Korei, planowanego na luty.