- Wenezuela zmaga się z katastrofalnymi skutkami trzęsienia ziemi z 24 czerwca, które zdewastowało stolicę Caracas i okoliczne tereny.
- Bilans ofiar śmiertelnych przekroczył już 3,6 tysiąca, a ponad 16 tysięcy osób zostało rannych i tysiące straciły domy.
- Czy w obliczu wycofywania się zagranicznych ekip ratunkowych nadal jest szansa na odnalezienie żywych, jak 9-letni Fabio?
Wenezuela: już ponad 3,6 tysięcy osób nie żyje
To jedno z najtragiczniejszych trzęsień ziemi w historii. Przypomnijmy, 24 czerwca w Wenezueli nastąpiła seria dwóch potężnych wstrząsów sejsmicznych o magnitudach 7,2 i 7,5. Kataklizm dotknął przede wszystkim stolicę kraju, Caracas, oraz sąsiedni stan La Guaira, pozostawiając za sobą obraz zniszczenia i ludzkiej tragedii. Najnowsze informacje, przekazane w środę, 8 lipca, mówią, że liczba ofiar śmiertelnych kataklizmu wzrosła do 3 685, czyli o 150 wobec poniedziałkowych szacunków. Rząd Wenezueli poinformował, że rannych zostało ponad 16 740 tys. osób, a pozbawionych dachu nad głową jest 17 970. Do wtorku (7 lipca) ekipom ratowniczym udało się przyjść z pomocą 6 462 osób.
Od 24 czerwca w Wenezueli trwają zakrojone na szeroką skalę akcje ratunkowe i poszukiwawcze. Początkowo mówiono, że zaginionych pod gruzami zawalonych budynków może być nawet 50 tysięcy osób. Teraz mówi się już tylko o ok. 10 tysiącach. Do kraju zjechały ekipy ratowników z całego świata. Udało im się dokonać kilku "cudów". Jednym z nich bez wątpienia jest uratowanie życia 40-letniemu dozorcy, który przetrwał pod gruzami przez tydzień.
Ojciec 9-latka: "Czuję w sercu, w ciele, że Fabio wciąż żyje"
Ostatnie dni z kolei przyniosły wieści o aktywnych poszukiwaniach 9-letniego Fabia. Podejrzewano bowiem, że chłopiec zdołał przeżyć siedem dni pod zawalonym 12-piętrowym wieżowcem, a razem z nim może kilka innych osób. PAP relacjonuje, że w akcji wykorzystano drony, psy poszukiwawcze i georadar, ale kilka dni temu ratownicy przekazali agencji EFE, że "nie wykryto sygnałów wskazujących na obecność żywych osób w ruinach." Ojciec chłopca nie traci jednak nadziei. "Będę szukał mojego chłopca tak długo, jak rząd mi na to pozwoli, bo nie widziałem jego zwłok, ale czuję w sercu, w ciele, że Fabio wciąż żyje" - mówił.
Tymczasem wiadomo już, że akcje ratunkowe powoli ustają, specjaliści bowiem zdają sobie sprawę, że znalezienie kogoś żywego po takim czasie jest niemal niemożliwe. "Większość zagranicznych zespołów wyjechało już z tego kraju lub szykuje się do wyjazdu" – podała agencja EFE, cytując przedstawiciela członka misji pomocowej ONZ.