Chłopiec połknął żrącego kreta do rur, lekarze dokonali cudu. WIDEO

2019-04-09 21:53 pg

Takiej operacji świat jeszcze nie widział. Lekarze z Gliwic dokonali operacji złożonego przeszczepu u chłopca, którego gardło i układ pokarmowy zostały wypalone przez żrącego kreta. W dodatku przeszczepili Tymkowi szpik kostny od nieżyjącego dawcy. Jeśli wszystko pójdzie dobrze Tymek będzie sam oddychał, jadł, a nawet mówił, za to nie będzie musiał brać leków zapobiegających odrzuceniu przeszczepu.

Robert Kasprzyk, ojciec Tymka ( 6 l.) i jego mama Marta nigdy nie zdołają wyrzucić tego z pamięci. Tymek, wówczas 13-miesięczny brzdąc, znalazł opakowanie środka do udrażniania rur. Zaczął zajadać żrące granulki. Po chwili całe jego wnętrzności trawił żrący ług.

- W pewnym momencie córka przyszła i pyta, czy Tymek może brać coś takiego do buzi. Przybiegłam do niego, a on już miał pianę z krwią na buzi, warga była czarna, nie potrafił wydobywać głosu – opowiada straszne chwile matka chłopca. 

Niestety kret zrobił straszliwe spustoszenie u berbecia. Chłopczyk stracił gardło, przełyk, krtań, tchawicę. Od tej pory był żywiony bezpośrednio do żołądka. Oddychał przez rurkę. 

Przeczytaj: Uratowali mu życie przeszczepiając twarz

Dzięki lekarzom z Centrum Onkologii w Gliwicach chłopczyk ma szansę na normalne życie. - Zdecydowaliśmy się na dokonanie rozległej transplantacji narządów szyi – nasady języka, krtani, gardła, części szyjnej przełyku, kości gnykowej, mięśni krótkich szyi oraz wszystkich czterech nerwów, które unerwiają ruchowo i czuciowo krtań – mówi prof. Adam Maciejewski z CO. - Kilka miesięcy wcześniej dokonaliśmy jeszcze u Tymka odtworzenia przełyku na odcinku od śródpiersia aż do poziomu szyi, który zrekonstruowaliśmy z jelita grubego – dodaje prof. Maciejewski. 

Największym przełomem jest jednak równoczesne przeszczepienie u Tymka szpiku kostnego. Od tego samego dawcy. Na coś takiego nie porwał się jeszcze na świecie nikt. - Chodzi o to, by komórki szpiku dawcy narządów zaczęły żyć u odbiorcy przeszczepu. Mamy nadzieję, że dzięki temu u chłopca wzrośnie tolerancja immunologiczna, czyli że jego organizm nie będzie się bronił przed przeszczepem, a co za tym idzie nie będzie potrzebna terapia lekami immunosupresyjnymi. Do tej pory stosowano tę metodę przy przeszczepach nerek i w dodatku w sytuacji, gdy dawca był żywy. Wtedy można odpowiednio przygotować wcześniej biorcę. My takiego komfortu nie mieliśmy – tłumaczy prof. Sebastian Giebel. 

Zobacz także: Odtworzyli krtań choremu na nowotwór

Tymek jest ciągle w szpitalu. Robi zadziwiające postępy. Już samodzielnie oddycha i pije. Gdy nauczy się także jeść wróci do domu. Przed lekarzami jeszcze inne wielkie wyzwanie – nauczenie Tymka mówienia.  - Nikt wcześniej tego nie robił. My mamy opracowany pewien schemat przy pomocy foniatrów i logopedów. Już wdrażamy elementy tego procesu – mówi Maciejewski.
Robert Kasprzyk jest dobrej myśli. - Dla nas każdy jego kroczek, spełnienie zaleceń lekarzy jest świetną wiadomością, ale najbardziej życzylibyśmy sobie tego momentu, gdy uda mu się powiedzieć po raz pierwszy tata, mama, a potem też babcia, dziadek – mówi wzruszony tata Tymoteusza.