Kilkoro zaginionych pod ogromnym osuwiskiem ziemi u stóp Mount Maunganui. Błoto pogrzebało kemping
Dramatyczne wydarzenia rozegrały się w czwartek, 22 stycznia czasu lokalnego nad ranem w popularnym ośrodku wypoczynkowym Mount Maunganui Beachside Holiday Park w Nowej Zelandii. Potężne osuwisko ziemi wywołane rekordowymi opadami deszczu zniszczyło pole kempingowe, grzebiąc pod zwałami błota przyczepy, namioty, samochody i budynek, w którym, były toalety i prysznice. Wśród osób uznanych za zaginione są dzieci. Według relacji świadków zaczęło się od ostrzeżenia. Jakaś kobieta około godziny 5 rano zaczęła biegać po kempingu, wyciągając ludzi z łóżek i alarmując ich, że zbocze nad terenem może się osunąć. Dzięki jej ostrzeżeniom część rodzin zdążyła zacząć pakowanie i opuścić zagrożony obszar. Kilka godzin później, około 9.30, doszło do osunięcia ziemi. Ta sama kobieta, dziś okrzyknięta bohaterką, była się w budynku sanitarnym wraz z kilkoma innymi osobami, gdy całe zbocze runęło w dół.
"Chcę, żeby ludzie wiedzieli, że jedna z kobiet uwięzionych w tym bloku sanitarnym była bohaterką. Obudziła nas wszystkich o piątej rano, żebyśmy mogli się wynieść. A teraz jej samej nie ma na zewnątrz" - powiedział jeden ze świadków w rozmowie z „New Zealand Herald”. Budynek sanitarny został całkowicie zasypany i przesunięty o około 20 metrów, lądując na zniszczonych przyczepach kempingowych. Ratownicy słyszeli krzyki uwięzionych osób, jednak po około 15 minutach wołania o pomoc ucichły. Próby natychmiastowej akcji ratunkowej musiały zostać wstrzymane ze względów bezpieczeństwa - istniało poważne ryzyko kolejnego osunięcia się ziemi. Policja potwierdziła, że liczba zaginionych jest „jednocyfrowa”, jednak wśród nich znajduje się kilkoro dzieci. Minister policji i zarządzania kryzysowego Mark Mitchell zaznaczył, że wciąż istnieje nadzieja na odnalezienie ocalałych.
"Usłyszałem trzask pękającego drzewa, odwróciłem się i zobaczyłem ogromne osuwisko pędzące w dół"
Na miejscu dramatu znaleźli się także turyści z zagranicy, w tym Australijczycy. Sonny Worrall z Newcastle opisał zdarzenie jako najbardziej przerażający moment w swoim życiu. "Usłyszałem trzask pękającego drzewa, odwróciłem się i zobaczyłem ogromne osuwisko pędzące w dół" – relacjonował. – "Musiałem uciekać, a za mną sunęła przyczepa. Ludzie panikowali, wszędzie panował chaos". Akcja ratunkowa jest kontynuowana z udziałem straży pożarnej, policji, zespołów ratownictwa medycznego i psów tropiących. Dowódca Fire and Emergency New Zealand William Park podkreślił, że teren jest niezwykle niebezpieczny i wymaga najwyższej ostrożności.