Spis treści
Złodziej truskawek w Bottrop pobił pracownika
Początkiem czerwca na terenie plantacji truskawek należącej do rodziny Umberg w niemieckim Bottrop-Kirchhellen rozegrały się niezwykle dramatyczne wydarzenia. Serwis informacyjny hna.de przekazał, że pewien odwiedzający zignorował obowiązujące oznaczenia i wtargnął na wyłączoną z użytku część upraw, aby zbierać tam plony. Reakcja zatrudnionego tam 38-latka spotkała się z ogromną furią, ponieważ krewki intruz postanowił użyć siły fizycznej wobec zwracającego mu uwagę pracownika.
Eskalację przemocy powstrzymali dopiero przebywający w pobliżu świadkowie, którzy skutecznie ostudzili emocje napastnika. Zaatakowany mężczyzna odniósł na szczęście wyłącznie powierzchowne obrażenia, natomiast właściciel gospodarstwa Jörg Umberg błyskawicznie poinformował organy ścigania o całym zajściu. W rozmowie z miejscowymi dziennikarzami plantator zaznaczył wyraźnie: „pan nie chciał zrozumieć, że tam, gdzie jest zakaz, nie wolno zbierać. Nawet na uprzejme prośby nie reagował”.
Plaga kradzieży truskawek w Niemczech. Rodziny wykorzystują dzieci
Właściciel plantacji podkreśla jednocześnie, że podobne incydenty stanowią dla niego niestety chleb powszedni. Prowadzący biznes rolnik z rezygnacją dodaje: „Jesteśmy tu od 40 lat i złodzieje są co roku”. Sprawcy nielegalnie forsują bariery ochronne pod osłoną nocy albo zakradają się na teren upraw we wczesnych godzinach porannych. Największe oburzenie budzi jednak proceder angażowania najmłodszych członków rodzin w kradzieże na polach.
Mechanizm działania takich grup opiera się na wyznaczaniu nieletnim konkretnych zadań, takich jak obserwowanie otoczenia i pospieszne zrywanie słodkich plonów. Świeżo zamontowany system rejestracji obrazu nagrał takie niepokojące sytuacje już wielokrotnie w tym sezonie. Obserwowanie takich zachowań mocno uderza w gospodarza, który podsumowuje całe zjawisko gorzkimi słowami: „To smutne, że rodzice uczą dzieci takich rzeczy”.
Niemieccy rolnicy instalują kamery i wzywają policję
Poważne straty zmusiły przedsiębiorstwo do zainstalowania kompleksowej sieci kamer przemysłowych. Wykrycie jakiejkolwiek próby przywłaszczenia plonów skutkuje teraz automatycznym zawiadomieniem funkcjonariuszy policji, co prowadzi w konsekwencji do spraw sądowych. Warto dodać, że agresor bijący zatrudnionego tam 38-latka dostał dożywotni zakaz pojawiania się na terenie tych konkretnych upraw.
Monitoring przynosi wprawdzie wymierne korzyści, jednak sam poszkodowany wprost przyznaje w mediach: „najbardziej bezczelnych to nie odstrasza”. Plantator nie traci jednak nadziei na poprawę sytuacji i zamierza stanowczo walczyć o swoje mienie. Posiadacz upraw głęboko wierzy, że nieustępliwe kierowanie spraw do organów ścigania ostatecznie zniechęci przestępców do kolejnych prób.
Ceny truskawek w Niemczech. Ile kosztuje wejście na pole?
Możliwość samodzielnego zbierania wiąże się obecnie z uiszczeniem opłaty w wysokości 5 euro, która docelowo pomniejsza całkowity rachunek. Za jeden kilogram świeżych zbiorów trzeba zapłacić 8,50 euro, natomiast przy zakupach przekraczających pięć kilogramów stawka spada do 8 euro. Należy zauważyć, że rosnące koszty oraz powtarzające się incydenty w żaden sposób nie zablokowały możliwości legalnego wizytowania tego miejsca.
Biznesmen wciąż zachowuje ogromne pokłady zaufania wobec odwiedzających go osób, traktując ich jako rzetelnych konsumentów szukających odrobiny relaksu na świeżym powietrzu. Pragnie jedynie spokoju dla swoich podwładnych oraz poszanowania własności prywatnej. Gospodarz stanowczo zaznacza w udzielanych wywiadach: „Chodzi tylko o to, żeby szanować zasady”.
Kradzieże na niemieckich uprawach. Plantatorzy mówią o pladze
Dziennikarze zza naszej zachodniej granicy głośno informują o eskalacji podobnych problemów we wszystkich tamtejszych landach. Przedsiębiorcy rolni przeznaczają olbrzymie środki finansowe na nowoczesne systemy zabezpieczeń, solidne płoty oraz wykwalifikowanych strażników. Zdeterminowani przestępcy regularnie znajdują jednak innowacyjne luki w zabezpieczeniach plantacji i kontynuują swój nielegalny proceder.
Zastanawiający pozostaje fakt, czy mamy do czynienia wyłącznie z krótkotrwałym trendem, czy też z całkowicie nowym i niebezpiecznym zjawiskiem społecznym. Właściciele gospodarstw upatrują ratunku w zdecydowanej reakcji ze strony państwa oraz szerokim informowaniu opinii publicznej o zaistniałym kryzysie. Liczą, że upublicznienie wizerunków sprawców zahamuje zapędy kolejnych amatorów darmowych owoców.