Spis treści
Tragiczny upadek z wysokości 7 metrów
Do wypadku doszło we wtorek rano w mieście Soest w Nadrenii Północnej-Westfalii. Grupa robotników prowadziła prace związane z usuwaniem pokrycia dachowego zawierającego azbest ze starej hali magazynowej. Rozbiórka obiektu miała poprzedzić budowę nowych kortów do padla.
Jak podaje „Soester Anzeiger”, 48-letni Polak poruszał się po dachu, gdy wszedł na tzw. płytę świetlną wykonaną z tworzywa sztucznego. Element przepuszczający światło dzienne nie był odpowiednio wytrzymały i załamał się pod ciężarem mężczyzny.
Robotnik przebił dach i runął z wysokości około 7,2 metra na betonową posadzkę hali.
Śmigłowiec ratunkowy zabrał rannego
Według niemieckich mediów obrażenia odniesione przez Polaka były bardzo poważne. Na miejsce natychmiast wezwano służby ratunkowe, a poszkodowanego przetransportowano śmigłowcem do specjalistycznego szpitala.
Dzień po zdarzeniu niemiecka policja nie potrafiła jeszcze przekazać informacji o aktualnym stanie zdrowia 48-latka. Również urząd odpowiedzialny za nadzór nad bezpieczeństwem pracy nie ujawnił szczegółów dotyczących jego stanu.
Świadkowie: nie było zabezpieczeń
Sprawa budzi duże kontrowersje ze względu na możliwe zaniedbania w zakresie bezpieczeństwa pracy. Cytowani przez „Soester Anzeiger” świadkowie twierdzą, że robotnicy mieli poruszać się po dachu bez odpowiednich zabezpieczeń.
Według relacji na miejscu nie było ani rusztowań, ani siatek ochronnych zabezpieczających przed upadkiem z wysokości. Dodatkowym problemem miało być to, że płyta świetlna z zewnątrz przypominała zwykłe pokrycie dachowe. Przez lata pokryły ją bowiem zabrudzenia i osady, przez co nie była łatwo rozpoznawalna.
Po wypadku część pracowników zniknęła
Najbardziej zaskakujące informacje dotyczą zachowania współpracowników poszkodowanego. Jak przekazał gazecie rzecznik policji Daniel Großert, świadkowie zeznali, że po wypadku część robotników opuściła plac budowy.
- Zgodnie z relacjami świadków inni pracownicy po wypadku uciekli z budowy. Nie wiemy, dokąd się udali - powiedział rzecznik cytowany przez „Soester Anzeiger”.
Na miejscu miał pozostać jedynie jeden z pracowników.
Trwa wyjaśnianie odpowiedzialności
Z ustaleń niemieckiego dziennika wynika, że na terenie budowy pracowali przedstawiciele kilku firm. Główny wykonawca miał zlecić część robót podwykonawcy. To właśnie wśród pracowników tej firmy znajdowali się ludzie, którzy według świadków opuścili miejsce zdarzenia.
Obecnie trwa postępowanie prowadzone przez urząd ds. bezpieczeństwa pracy. Inspektorzy zakazali dalszego prowadzenia robót w strefach zagrożonych upadkiem z wysokości do czasu wprowadzenia odpowiednich zabezpieczeń.
Policja poinformowała natomiast, że nie ma przesłanek wskazujących na udział osób trzecich w spowodowaniu wypadku. Śledczy badają jednak okoliczności zatrudnienia osób pracujących na budowie oraz przestrzeganie przepisów BHP.
