- Tragiczny pożar w klubie w Tajlandii pochłonął życie 30 osób i ranił dziesiątki podczas koncertu na żywo.
- Śledztwo ujawnia szokujące okoliczności: pracownicy celowo blokowali wyjścia, uniemożliwiając ucieczkę gościom przed opłaceniem rachunku.
- Dowiedz się, jak te skandaliczne działania przyczyniły się do niewyobrażalnej tragedii i jakie jeszcze szczegóły wyszły na jaw.
Wciąż nie wiadomo, ile dokładnie osób było tego feralnego wieczoru w barze. Wciąż także nie wiadomo, jakim bilansem skończy się ten dramat. W tej chwili 30 osób nie żyje. Kolejnych 70 jest rannych, z czego aż 24 znajdują się w stanie krytycznym. PAP przypomina, że pożar wybuchł w popularnym klubie Rong Beer Na Ladprao w niedzielę (12 lipca) w nocy, podczas koncertu na żywo. Po mediach społecznościowych krążą nagrania i zdjęcia, na których widać buchające wysoko płomienie, wydobywające się z okien i drzwi budynku. Trwa śledztwo, które ma wyjaśnić okoliczności tragedii.
Celowo zamykali i zastawiali drzwi, by nie można było wejść bez płacenia rachunku!
Śledczy podejrzewają, że ogień mógł się pojawić w wyniku spięcia w klimatyzatorze na suficie. Najbardziej tragiczne są jednak doniesienia o tym, że pewnie udałoby się uratować większość, a może nawet wszystkich, gdyby mieli możliwość ucieczki z objętego pożarem lokalu. Pojawiają się bowiem informacje, że pracownicy lokalu celowo zamknęli wyjścia z baru, aby uniemożliwić gościom jego opuszczenie bez uregulowania rachunku.
W klubie mogło być nawet 600 osób
"Jedno z wyjść było zastawione stoiskiem ze słodyczami, a kolejne nie miało klamki i dodatkowo blokowały je regały. Uciekającym osobom pozostało zaledwie wąskie przejście" – przekazał szef miejscowej policji Kittharath Punpetch. Agencja AP ustaliła, że klub mógł pomieścić nawet 600 osób, jednak wciąż nie wiadomo, ile osób było w środku w momencie, gdy wybuchł pożar.