Śmiertelny wirus atakuje tuż za granicą. Nie ma na niego szczepionki

W Niemczech potwierdzono drugi przypadek zakażenia śmiertelnym wirusem, na którego nie ma szczepionki. Po majowym zakażeniu wirusem Ebola w Berlinie, teraz kolejny pacjent trafił na specjalistyczną izolację we Frankfurcie nad Menem. Obaj zakażeni to obywatele USA, którzy zarazili się w Demokratycznej Republice Konga. Niemieckie media uspokajają: ryzyko dla mieszkańców kraju jest znikome.

Osoba w białym kombinezonie i masce. Obok na miniaturze wirus Ebola. O zakażeniach w Niemczech przeczytasz na SE.
Autor: Shutterstock

Pacjent przyleciał do Frankfurtu w nocy

Jak informuje „Tagesschau”, kolejny zakażony Ebola obywatel USA został w nocy przetransportowany specjalnym samolotem na lotnisko we Frankfurcie, a następnie przewieziony na tamtejszą uniwersytecką klinikę. Lekarze potwierdzają, że pacjent ma „typowe objawy Eboli”, ale jego stan jest stabilny. Szpital nie ujawnia wieku ani płci chorego.

Według informacji RTL, zakażony pracował dla organizacji humanitarnej w DR Konga i został zarażony odmianą Bundibugyo – jedną z najbardziej niebezpiecznych, na którą nie istnieje ani szczepionka, ani standardowa terapia.

Ministerstwo Zdrowia Niemiec zapewnia, że pacjent przebywa na specjalnej, odizolowanej stacji, a zagrożenie dla społeczeństwa nie występuje.

Dramatyczna walka o życie w berlińskiej Charité

Pierwszy zakażony Ebola Amerykanin trafił do berlińskiego szpitala Charité 20 maja. Jak podawały niemieckie media, jego stan był chwilami „skrajnie ciężki”, zwłaszcza podczas transportu z Afryki do Europy. Po dwóch tygodniach intensywnej terapii lekarz został jednak wypisany ze szpitala.

Charité w oficjalnym komunikacie potwierdził, że pacjent był zakażony wariantem Bundibugyo, a objawy – początkowo bardzo nasilone – ustąpiły po zastosowaniu eksperymentalnych terapii przeciwwirusowych. Od 30 maja w kolejnych badaniach PCR nie wykrywano już wirusa. Izolację zniesiono po ponad 72 godzinach pełnej bezobjawowości.

Rodzina pacjenta – pięć osób uznanych za „wysokiego ryzyka” – przebywała w kwarantannie, lecz u żadnego z nich nie stwierdzono zakażenia.

Prof. Leif Erik Sander ze szpitala Charité podkreślił, że sukces leczenia to „znaczący postęp terapeutyczny” i dowód na kluczową rolę wyspecjalizowanych izolatoriów w walce z chorobami o wysokiej śmiertelności.

Czym jest wirus Ebola?

Ebola to jeden z najgroźniejszych wirusów świata. Choroba wywoływana jest przez wirusy z rodziny Filoviridae, a jej śmiertelność w zależności od szczepu sięga od 25 do nawet 90 procent. Wariant Bundibugyo, który zaatakował obu pacjentów w Niemczech, został po raz pierwszy opisany w Ugandzie w 2007 roku.

Objawy pojawiają się nagle: wysoka gorączka, wymioty, biegunka, bóle mięśni, krwawienia wewnętrzne i zewnętrzne. Choroba przenosi się przez kontakt z krwią lub innymi płynami ustrojowymi osoby chorej.

Leczenie polega na terapii objawowej, podtrzymującej funkcje życiowe. Nie ma szczepionki ani zatwierdzonego leku na wariant Bundibugyo – stosowane są jedynie eksperymentalne terapie, takie jak te użyte w berlińskiej Charité.

Niemcy uspokajają, ale eksperci ostrzegają

Niemieckie Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że dzięki specjalistycznym izolatorom ryzyko rozprzestrzenienia wirusa jest minimalne. Oddziały tego typu są całkowicie odseparowane od reszty szpitala, a personel pracuje w najwyższych standardach bezpieczeństwa biologicznego.

Jednocześnie eksperci zwracają uwagę, że kolejne przypadki Eboli w Europie pokazują, jak bardzo globalne epidemie mogą wpływać na bezpieczeństwo zdrowotne krajów sąsiadujących – w tym Polski.

Wnioski dla Polski

Dwa przypadki Eboli w Niemczech – kraju graniczącym z Polską – to sygnał ostrzegawczy dla służb sanitarnych. Choć ryzyko przeniesienia wirusa jest obecnie znikome, eksperci przypominają, że mobilność pracowników organizacji humanitarnych oraz globalne epidemie wymagają stałej gotowości systemów ochrony zdrowia.

QUIZ wiedzy o zdrowiu: Czy potrafisz samodzielnie zdiagnozować chorobę?
Pytanie 1 z 8
Chronicznie bolą cię mięśnie. To oznacza, że cierpisz na:
Gruźlica powraca. Czy grozi nam epidemia?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki