- W szwajcarskim kurorcie Crans-Montana doszło do tragicznego pożaru, choć lokalne władze zakazały używania fajerwerków, które mogły przyczynić się do zdarzenia.
- Ogień w noc sylwestrową pochłonął dziesiątki ofiar i doprowadził do obrażeń ciała u około 100 osób; wykluczono atak terrorystyczny.
- Wstępną przyczyną pożaru były świece w butelkach i petardy odpalone w lokalu.
- Przeczytaj artykuł, aby dowiedzieć się więcej o wstrząsających relacjach świadków i wyzwaniach związanych z identyfikacją ofiar.
Szwajcaria. Śmiertelny pożar Crans-Montana. Władze zakazały używania fajerwerków
W czwartek rano, 1 stycznia, gdy świat obiegła wiadomość o tragicznym pożarze w Crans-Montana, szwajcarski kurort narciarski, znany z luksusowych hoteli i malowniczych krajobrazów, pogrążył się w żałobie. Zgodnie z doniesieniami stacji CNN zaledwie we wtorek, 30 grudnia, władze lokalne wprowadziły całkowity zakaz odpalania fajerwerków. Powodem była alarmująca sytuacja: brak opadów przez ponad miesiąc doprowadził do ekstremalnie wysokiego zagrożenia pożarowego. Niestety mimo tych prewencyjnych działań ogień i tak zebrał swoje śmiertelne żniwo.
Pożar wybuchł w nocy ze środy na czwartek, 1 stycznia, a bilans jest przerażający: co najmniej kilkadziesiąt osób straciło życie, a około 100 zostało rannych. Prokuratorka generalna regionu, Beatrice Pilloud, szybko podjęła działania, aby uspokoić opinię publiczną, i wykluczyła zamach terrorystyczny jako przyczynę zdarzenia.
Według wstępnych informacji sufit baru La Constellation, gdzie odbywało się przyjęcie sylwestrowe, w którym brało udział wielu turystów, zapalił się od świec wetkniętych w butelki po szampanie. To nie wszystko, bo już po wybuchu pożaru do jego rozprzestrzenienia się mogły się przyczynić odpalone wewnątrz lokalu petardy.
Relacje świadków z miejsca zdarzenia są wstrząsające. Jedna z kobiet, która trafiła do szpitala, gdzie przewożono ofiary, opowiedziała o panującym chaosie.
- Gdy pojawili się ranni, pielęgniarka nakazała wszystkim opuścić poczekalnię. Poprosiła wszystkich o powrót następnego dnia z powodu przybycia około 30 ofiar – cytuje jej słowa szwajcarski dziennik „Le Nouvelliste”.
Dodała, że szybko wyszła na zewnątrz, aby ułatwić dostęp do izby przyjęć, ale to, co zobaczyła, było prawdziwym koszmarem.
- Ludzie przyjeżdżali zewsząd, ciężko ranni, w samochodach. Czuć było zapach spalenizny. Wszyscy zostawili swoje auta na środku rampy wjazdowej – relacjonuje poszkodowana kobieta, opisując obraz totalnej dezorganizacji i desperacji.
Wielu rannych, głównie z ciężkimi poparzeniami, trafiło na oddziały leczenia oparzeń w szpitalach uniwersyteckich w całej Szwajcarii. Telewizja RTS podała, że do placówki w Lozannie przyjęto aż 22 pacjentów, z których najmłodszy ma zaledwie 16 lat. Personel medyczny pracujący na nocnej zmianie został poproszony o wydłużenie dyżuru, aby sprostać ogromnemu napływowi rannych. Lekarze i pielęgniarki, działając w warunkach ekstremalnego obciążenia, walczą o życie i zdrowie poszkodowanych.
Identyfikacja ofiar stanowi kolejne ogromne wyzwanie. Ambasador Włoch w Szwajcarii, przemawiając z miejsca zdarzenia w telewizji włoskiej, oświadczył, że proces identyfikacji ofiar pożaru w Crans-Montana może zająć tygodnie. To oznacza długie i bolesne oczekiwanie dla rodzin, które z niepokojem szukają swoich bliskich. Pracownicy konsulatu w Genewie aktywnie wspierają działania na miejscu, pomagając w koordynacji i udzielaniu wsparcia.
Polecany artykuł: