Spis treści
Dramat na zakręcie. Adam Dudzinski wjechał prosto do rowu melioracyjnego
Ruszył proces w sprawie tragicznych wydarzeń z 3 stycznia, które rozegrały się około godziny 20:30 nieopodal Sittingbourne w brytyjskim hrabstwie Kent. Troje nastolatków podróżowało Fordem Fiestą, który na ostrym łuku wypadł z trasy, dachował i wylądował w zalanym wodą rowie melioracyjnym. Pojazdem kierował 17-letni Adam Dudzinski, a pasażerkami były jego 16-letnia dziewczyna Chloe-Ann Naylor i ich rówieśniczka. Przed sądem cudem ocalała z wypadku dziewczyna wspominała potworne chwile tuż po zdarzeniu. Samochód znalazł się na dachu, a lodowata woda błyskawicznie wdzierała się do kabiny, w której utknęli młodzi ludzie.
Walka o życie. Chloe-Ann Naylor zginęła tuż obok przyjaciółki
Z relacji uratowanej 16-latki wynika, że za wszelką cenę próbowała wezwać pomoc, dzwoniąc pod numer alarmowy i do matki, ale nie udawało jej się nawiązać połączenia. W tym czasie przerażony Adam powtarzał słowa: „Przepraszam, bardzo przepraszam”, a Chloe z całej siły starała się utrzymać jego głowę nad poziomem wody. Dziewczyna przyznała przed sądem, że czekała na najgorsze i godziła się z nadejściem śmierci. Zdradziła jednak, że to Chloe, szturchając ją w nogę, zmotywowała ją do odpięcia pasów. Nastolatka spędziła w zatopionym wraku około trzech godzin, wołając przyjaciółkę, która po pewnym czasie zamilkła na zawsze. Adam i Chloe utonęli przed przybyciem służb.
Kluczowa rola aplikacji. Ratunek przyszedł w ostatniej chwili
Początkowo rodziny nie zdawały sobie sprawy z rozmiaru tragedii i zgłosiły jedynie zaginięcie nastolatków. Przełom nastąpił, gdy ojciec uratowanej 16-latki sprawdził aplikację Live360, służącą do monitorowania lokalizacji najbliższych. Mimo że telefon przestał wysyłać sygnał, pojechał w miejsce jego ostatniego logowania i odnalazł wrak tkwiący w wodzie.
Mężczyzna od razu zaalarmował. 16-latkę wyciągnięto i przewieziono na obserwację do szpitala, skąd szybko wróciła do domu. Śledztwo wykazało, że Adam Dudzinski siedział za kierownicą bez uprawnień i polisy ubezpieczeniowej. Choć prędkość była dopuszczalna, policjanci ocenili, że chłopak jechał za szybko, ignorując trudne warunki i nie opanował pojazdu przed zakrętem.
Śledczy zastanawiali się nad pociągnięciem do odpowiedzialności opiekuna 17-latka za udostępnienie mu auta, ale z braku mocnych dowodów odstąpili od tego zamiaru.
Całe postępowanie zakończył koroner Ian Potter, stwierdzając, że zgon nastąpił na skutek nieszczęśliwego wypadku. Składając kondolencje bliskim, mówił o głębokim współczuciu i podkreślił, że mieli do czynienia z „bardzo tragiczną serią wydarzeń”.