44-letnia Brytyjka dała się nabrać aż czterem oszustom podającym się za gwiazdorów. Oddała im serce i wszystkie pieniądze
Miłość zupełnie omamiła 44-letnią Brytyjkę! Niejaka Jennifer Barton padła ofiarą aż czterech różnych oszustów. Wszyscy - a może to był jeden naciągacz lub dwóch? - podawali się kolejno za aktorów Alexandra Ludwiga i Charliego Hunnama, a także za członka zespołu Westlife Nickego Byrne’a oraz amerykańskiego piosenkarza country Michaela Raya. Dziwnym trafem wszyscy ci panowie, mimo swojej sławy, prosili o pieniądze. I niestety je dostawali. Dziś kobieta ku przestrodze opowiada innym swoją historię na łamach "Daily Mail". Kontakt z naciągaczami za każdym razem zaczynał się niewinnie – od wiadomości na Instagramie lub Facebooku. Oszuści twierdzili, że są znanymi osobami, a rozmowę szybko przenosili na Telegram, „bo jest bardziej prywatny”. Prawdopodobnie chodziło o większe trudności w namierzeniu ich. Początkowo dominował flirt i codzienne rozmowy. Później pojawiały się dramatyczne historie. "Jedni mówili, że są w trakcie trudnego rozwodu i nie mają dostępu do pieniędzy. Inni, że zostali aresztowani, okradzeni albo zerwali kontrakt. Zawsze był jakiś nagły problem" – relacjonowała Barton. W ciągu kilku tygodni padała prośba o pomoc finansową. Najpierw kilka tysięcy funtów, potem coraz więcej. W jednym przypadku oszust przekonał ją, że potrzebuje pieniędzy, by… zdemaskować innego oszusta.
ZOBACZ TEŻ: Fałszywy Brad Pitt okradał kobiety! Prawdziwy gwiazdor zabiera głos
"Jest w tym coś uzależniającego. Kiedy ktoś okazuje ci uwagę, nawet jeśli to oszust, zaczynasz tego potrzebować"
Czy Barton nie miała ani cienia wątpliwości w kwestii szczerości uczuć i tożsamości swoich licznych rozmówców? Jak opowiada, w sieci widziała zdjęcia rzekomo zakochanego w niej aktora z żoną, ale słyszała, by „nie wierzyć mediom społecznościowym”. "Jest w tym coś uzależniającego. Kiedy ktoś okazuje ci uwagę, nawet jeśli to oszust, zaczynasz tego potrzebować" – mówiła szczerze. W ciągu pierwszego roku wysłała jednemu z naciągaczy około 12 tys. funtów – częściowo w gotówce, częściowo w bitcoinach. Kolejne oszustwo kosztowało ją ponad 100 tys. funtów. Kulminacją był kontakt z osobą podszywającą się pod Michaela Raya. Ten przekonał ją, że prowadzi działalność charytatywną, która pomoże jej „stanąć na nogi”, jeśli najpierw przeleje mu pieniądze. Obiecywał 140 tys. funtów wsparcia. W rzeczywistości doprowadził do całkowitego wyczyszczenia jej kont. Wcześniej pod presją Barton sprzedała dom i samochód. Otrzymała około 111 tys. funtów. Niemal cała kwota trafiła do oszusta. "Zapewniał mnie, że wszystko idzie zgodnie z planem i że będę mogła kupić nowy dom" – mówiła. Prawdę zrozumiała dopiero przed świętami Bożego Narodzenia, gdy „partner” po raz kolejny odmówił spotkania w realnym świecie. Dziś Brytyjka nie ma złamanego grosza i oczekuje na pomoc mieszkaniową. Jej sprawą zajmuje się policja z Londynu.