Spis treści
Dwa wielkie pożary na granicy Kalifornii i Nevady połączyły się w jeden żywioł
Kalifornia znów zmaga się z niszczycielskimi pożarami. We wtorkowy poranek dwa z nich, Bug Fire i Fred Mountain Fire, które rozprzestrzeniały się na północ od miasta Reno, połączyły się w jeden potężny front ognia. Obecnie żywioł obejmuje ogromne obszary po obu stronach granicy Kalifornii z Nevadą. Płomienie zniszczyły już powierzchnię blisko 180 kilometrów kwadratowych. Służby ratunkowe walczą z żywiołem w wyjątkowo trudnych warunkach. Wysokie temperatury, sucha roślinność i silny wiatr utrudniają akcję gaśniczą i sprzyjają szybkiemu rozprzestrzenianiu się ognia.
Spłonęły domy w Kalifornii i Nevadzie. Strażak wśród rannych
Żywioł pochłonął już pierwsze domy. Pełna skala zniszczeń wciąż nie jest znana. Ucierpiały dwie osoby, wśród poszkodowanych znalazł się jeden ze strażaków biorących udział w akcji ratunkowej.
Służby podejrzewają, że za wybuch pożaru Bug Fire odpowiada człowiek. Trwa intensywne śledztwo mające na celu ustalenie przyczyn tragedii. Do walki z ogniem wysłano strażaków lokalnych i federalnych, jednostki z Kalifornii i Las Vegas, Gwardię Narodową z Nevady i wojskową żandarmerię.
Sytuacja wciąż jest bardzo trudna, a ogień zagraża kolejnym miejscowościom. Mieszkańcy rejonu Winnemucca Ranch Road otrzymali nakaz natychmiastowej ewakuacji. Szeryf hrabstwa Washoe apeluje do obywateli o szybkie opuszczenie zagrożonych obszarów. Z drugiej strony, około 3 tysięcy osób, które wcześniej musiały opuścić swoje domy, mogło bezpiecznie do nich wrócić. W poniedziałek, w odpowiedzi na rosnące zagrożenie, gubernator Nevady Joe Lombardo wprowadził stan wyjątkowy w części hrabstwa Washoe i rejonie Reno-Sparks Indian Colony. W tamtym czasie ewakuowano ponad 6 tysięcy osób, a kolejne tysiące były w gotowości. Mimo zaangażowania tak potężnych sił, do wtorku udało się opanować zaledwie 4 proc. gigantycznego pożaru.