Spis treści
Głośny huk i stado kaszalotów
Do zdarzenia doszło 26 września około 250 mil morskich na północ od wyspy Norfolk Island. Na pokładzie 16-metrowego jachtu Tai Tam znajdowały się cztery osoby płynące w kierunku Nowej Zelandii.
– Było słychać głośny huk. Cała łódź została zepchnięta na bok – opowiadała. Chwilę później żeglarze zauważyli przy lewej burcie od sześciu do ośmiu kaszalotów. Wówczas zrozumieli, co doprowadziło do kolizji - relacjonowała agencji AFP Jemma Cooper, która w chwili zdarzenia stała za sterem, załoga najpierw usłyszała potężne uderzenie.
Informacja o zdarzeniu szybko obiegła media społecznościowe. Na opublikowanym nagraniu widać jak stado kaszalotów uderzyło w burtę jachtu, powodując rozległe uszkodzenia i zmuszając załogę do opuszczenia jednostki.
Kadłub nie wytrzymał
Mąż kobiety, Jeremy Cooper, spał pod pokładem, gdy nastąpiło zderzenie.
– Natychmiast było oczywiste, że sytuacja jest bardzo poważna. Cały układ sterowania został zniszczony, a do środka dostawały się znaczne ilości wody – powiedział AFP.
Według relacji francuskiego członka załogi Martina Jaffre, uderzenie pozostawiło kilka wyrw w kadłubie i doprowadziło do pęknięcia konstrukcji z włókna szklanego. Uszkodzony został także system sterowania, przez co jacht stracił możliwość normalnego manewrowania. Żeglarze próbowali ograniczyć napływ wody, wykorzystując m.in. pianę montażową i ręcznie wybierając wodę z wnętrza jednostki.
Noc na tratwie ratunkowej
Około pół godziny po kolizji załoga uruchomiła awaryjną radiopławę EPIRB i nadała sygnał Mayday. W akcję zaangażowano samolot patrolowy P-8A Poseidon należący do Royal New Zealand Air Force, który nawiązał łączność z rozbitkami i pomagał koordynować działania ratunkowe.
Przez wiele godzin żeglarze walczyli o utrzymanie jachtu na powierzchni. Gdy sytuacja stała się beznadziejna, późnym wieczorem przesiedli się do tratwy ratunkowej. Nad ranem odcięli linę łączącą ich z tonącą jednostką, obawiając się, że zostaną wciągnięci pod wodę. Niedługo później Tai Tam zniknął pod powierzchnią oceanu.
Ratunek po 18 godzinach
Pomoc nadeszła dopiero nad ranem. Kontenerowiec MV Sofrana Surville podjął rozbitków na pokład około 18 godzin po zderzeniu z wielorybami. Wszyscy członkowie załogi przeżyli i nie odnieśli obrażeń.
Nowozelandzkie siły zbrojne podkreśliły po akcji, że załoga zachowała się wzorowo, a szybkie uruchomienie nadajnika ratunkowego miało kluczowe znaczenie dla powodzenia całej operacji.
To niezwykle rzadki przypadek. Jak zauważają media, kolizje wielorybów ze statkami zdarzają się regularnie, jednak sytuacje, w których kaszalot doprowadza do zatonięcia jachtu, należą do absolutnych wyjątków. Historia jachtu Tai Tam przywołała nawet skojarzenia z katastrofą wielorybniczego statku „Essex”, która stała się inspiracją dla słynnej powieści „Moby Dick”.