- Dramatyczne próby ratowania humbaka Timmy'ego trwały tygodniami; wielokrotnie utykał na mieliźnie, by ostatecznie zginąć.
- Mimo ostrzeżeń naukowców, przetransportowano go do Morza Północnego, co jednak nie zapobiegło tragicznemu finałowi.
- Teraz martwy Timmy grozi eksplozją! Sprawdź, dlaczego jego ciało to tykająca bomba i jak służby radzą sobie z tym szokującym zagrożeniem.
Wieloryba ważącego około 12 ton, a nazwanego "Timmy", próbowano ratować tygodniami. Jak przypomina PAP, po raz pierwszy został zauważony w nocy z 22 na 23 marca w pobliżu niemieckiej nadmorskiej miejscowości Timmendorfer Strand. Utknął wówczas na mieliźnie, ale zdołał się z niej uwolnić. Potem jednak jeszcze kilkukrotnie utykał na płytkich wodach. Timmy'ego próbowano ratować, z każdą kolejną taką sytuacją stawało się jednak jasne, że ma małe sznse, by wyjść z tego cało.
Ludzie walczyli o humbaka, naukowcy ostrzegali
"Władze Meklemburgii-Pomorza Przedniego zgodziły się na prywatną akcję ratunkową. W jej ramach sprowadzono specjalną, wypełnioną wodą barkę, którą przetransportowano humbaka z wód Bałtyku w kierunku Morza Północnego. 2 maja Timmy został wypuszczony do wody u wybrzeży Danii i pływał samodzielnie" - czytamy. Całą akcję przeprowadzono jednak wbrew temu, co zalecali naukowcy, ci bowiem wiedzieli, że zwierzę ma niewielkie szanse, by po tym wszystkim przeżyć na otwartych wodach. Nie mylili się, kilka dni temu znaleziono martwego humbaka. Teraz zaholowano go na duńskie wybrzeże, gdzie zostanie przeprowadzona jego sekcja zwłok.
Jest ryzyko, ze ciało humbaka eksploduje!
BBC zwraca uwagę, że akcja będzie obarczona dużym ryzykiem. "Wieloryb, którego pierwotna długość wynosiła około 12-15 m, zwiększył swoje rozmiary z powodu nagromadzenia się gazów w wyniku rozkładu jego zwłok. Istnieje obawa, że zwierzę eksploduje, tak jak zdarzało się to w przypadku wyrzuconych na brzeg zwłok wielorybów". Morten Abildstrøm, urzędnik Duńskiej Agencji Ochrony Środowiska na wyspie Anholt, przekazał mediom, że zwierzę zostanie pocięte na kawałki po tym, jak weterynarze i naukowcy przybędą tam, aby pobrać próbki. Częci te wówczas zostaną przewiezione w inne miejsce, a następnie zutylizowane.