W terapii prostaty lepiej, ale nadal jesteśmy w ogonie

2019-09-16 16:04 BS
pacjent, lekarz, gabinet
Autor: Shutterstock

Poszerzenie dostępu w ramach leczenia przed chemioterapią i zniesienie tzw. skali Gleasona – to zmiany, na które tak długo czekali pacjenci z rakiem gruczołu krokowego. – To bardzo dobra wiadomość dla tych wszystkich zdesperowanych chorych, którzy kolejne miesiące czekali na lek, mogący wydłużyć im życie i poprawić jego jakość – mówi Bogusław Olawski, przewodniczący Sekcji Prostaty Stowarzyszenia Osób z NTM „UroConti”. – Polska była dotąd jedynym krajem w Unii Europejskiej, w którym pacjenci i lekarze mieli do dyspozycji tylko jeden refundowany lek w programie przed chemioterapią.

Poszerzenie programu

Od września program lekowy „Leczenie opornego na kastrację raka gruczołu krokowego z przerzutami” został uzupełniony o możliwość leczenia enzalutamidem przed chemioterapią. To właśnie o zastosowanie tego leku w takim właśnie wskazaniu, przed chemioterapią, walczyli pacjenci i lekarze, popierani przez parlamentarzystów.

Do września Polska była też jedynym krajem na świecie, w którym jako kryterium kwalifikujące do programu lekowego obowiązywała skala Gleasona, mierząca stopień złośliwości raka, która w sposób sztuczny dzieliła chorych. Przeciwko takiej dyskryminacji protestowali pacjenci, krytykowali go również eksperci medyczni. – Cieszymy się, że nasze interwencje wreszcie odniosły skutek – podkreśla Bogusław Olawski. – Przecież to nieludzkie mówić pacjentom, zmagającym się codziennie z ciężką chorobą nowotworową, że o tym, czy będą leczeni, zadecyduje bezduszny przepis, wymyślony jedynie w Polsce!

Wciąż brak leczenia sekwencyjnego

Choć tegoroczne obchody Europejskiego Dnia Prostaty (ustanowione przez Europejskie Towarzystwo Urologiczne), obchodzone 15 września, mogły być dla polskich pacjentów nieco radośniejsze, to jednak problemy pozostają.

I tak nadal obowiązuje zakaz sekwencyjnego podawania leków. Jeśli więc pacjent leczył się lekiem, który okazał się nieskuteczny, to, w myśl obowiązujących zapisów, zamyka sobie możliwość leczenia innymi lekami.

- Wciąż docierają do mnie głosy zrozpaczonych pacjentów, którzy słyszą od swoich lekarzy, że z powodu wcześniejszej terapii abirateronem, nie mogą skorzystać z leczenia enzalutamidem, i odwrotnie. To kolejny absurd, niespotykany nigdzie poza Polską! – oburza się Boguslaw Olawski.

Wciąż gonimy świat

Ostatnie zmiany w programie lekowym nie rozwiązują więc problemów chorych z rakiem prostaty. Na świecie są już dostępne inne nowoczesne leki, pozwalające na leczenie pacjentów we wcześniejszych fazach choroby, kiedy organizm nie jest jeszcze tak bardzo wycieńczony. Niestety polscy pacjenci nie mają do nich dostępu.

Problemem jest ponadto niepokojące zjawisko „wysypu” prywatnych gabinetów lekarzy będących jeszcze w trakcie specjalizacji, nie mających odpowiednich kwalifikacji do prowadzenia terapii pacjentów z rakiem prostaty.

- To wszystko sprawia, że nadal jesteśmy w ogonie Europy i nadal musimy gonić świat – ocenia przewodniczący Sekcji Prostaty w „UroConti”.

Poszerzenie programu

Od września program lekowy „Leczenie opornego na kastrację raka gruczołu krokowego z przerzutami” został uzupełniony o możliwość leczenia enzalutamidem przed chemioterapią. To właśnie o zastosowanie tego leku w takim właśnie wskazaniu, przed chemioterapią, walczyli pacjenci i lekarze, popierani przez parlamentarzystów.

Do września Polska była też jedynym krajem na świecie, w którym jako kryterium kwalifikujące do programu lekowego obowiązywała skala Gleasona, mierząca stopień złośliwości raka, która w sposób sztuczny dzieliła chorych. Przeciwko takiej dyskryminacji protestowali pacjenci, krytykowali go również eksperci medyczni. – Cieszymy się, że nasze interwencje wreszcie odniosły skutek – podkreśla Bogusław Olawski. – Przecież to nieludzkie mówić pacjentom, zmagającym się codziennie z ciężką chorobą nowotworową, że o tym, czy będą leczeni, zadecyduje bezduszny przepis, wymyślony jedynie w Polsce!

Wciąż brak leczenia sekwencyjnego

Choć tegoroczne obchody Europejskiego Dnia Prostaty (ustanowione przez Europejskie Towarzystwo Urologiczne), obchodzone 15 września, mogły być dla polskich pacjentów nieco radośniejsze, to jednak problemy pozostają.

I tak nadal obowiązuje zakaz sekwencyjnego podawania leków. Jeśli więc pacjent leczył się lekiem, który okazał się nieskuteczny, to, w myśl obowiązujących zapisów, zamyka sobie możliwość leczenia innymi lekami.

- Wciąż docierają do mnie głosy zrozpaczonych pacjentów, którzy słyszą od swoich lekarzy, że z powodu wcześniejszej terapii abirateronem, nie mogą skorzystać z leczenia enzalutamidem, i odwrotnie. To kolejny absurd, niespotykany nigdzie poza Polską! – oburza się Boguslaw Olawski.

Wciąż gonimy świat

Ostatnie zmiany w programie lekowym nie rozwiązują więc problemów chorych z rakiem prostaty. Na świecie są już dostępne inne nowoczesne leki, pozwalające na leczenie pacjentów we wcześniejszych fazach choroby, kiedy organizm nie jest jeszcze tak bardzo wycieńczony. Niestety polscy pacjenci nie mają do nich dostępu.

Problemem jest ponadto niepokojące zjawisko „wysypu” prywatnych gabinetów lekarzy będących jeszcze w trakcie specjalizacji, nie mających odpowiednich kwalifikacji do prowadzenia terapii pacjentów z rakiem prostaty.

- To wszystko sprawia, że nadal jesteśmy w ogonie Europy i nadal musimy gonić świat – ocenia przewodniczący Sekcji Prostaty w „UroConti”.

Najnowsze