Urszula odebrała paczkę, prawie zginęła z dziećmi. W środku była bomba! Wysłał ją były partner

2026-03-25 9:50

Pani Urszula znalazła przed domem paczkę. Myślała, że zostawił ją kurier, więc zabrała ją do środka. Niedługo później doszło do eksplozji, a 31-letnia pokrzywdzona oraz jej dwoje dzieci: 2,5-letni synek i 8-letnia córka, zostali ciężko ranni. Z czasem okazało się, że wybuchową przesyłkę wysłał były partner kobiety, Błażej K., który chciał się na niej zemścić. Podczas ogłaszania wyroku całkowicie stracił nad sobą panowanie. Nawet sąd nie mógł uwierzyć.

Do szokujących wydarzeń doszło 19 grudnia 2022 roku, tuż po godzinie 7:00 rano, w domu w Siecieborzycach, małej miejscowości położonej w województwie lubuskim, w powiecie żagańskim. Pani Urszula, mieszkająca tam razem z 2,5-letnim wówczas synkiem Bartkiem oraz 8-letnią córką Olą, akurat wychodziła do pracy, kiedy zobaczyła przed budynkiem paczkę. Pomyślała, że pewnie kurier coś podrzucił. Odpaliła samochód i czekając, aż się rozgrzeje, postanowiła zanieść pakunek z powrotem do domu. To był kwadratowy pojemniczek, 20 na 20 centymetrów. Było adresowane na nią, zaklejone przeźroczystą taśmą. Paczką zainteresowały się też dzieci pani Urszuli. 2,5-letni chłopiec był akurat przeziębiony i musiał zostać z babcią w domu, tego dnia nie jechał do żłobka. Z kolei 8-letnia Ola ubierała kurtkę i trzymała w rączce czapkę. – Zagadywałam Bartusia, szłam mu włączyć do pokoju bajkę. On szedł za mną, przymknęły się drzwi – opowiadała babcia dzieci, pani Karolina, w programie „Uwaga! TVN”. W międzyczasie pani Urszula chwyciła za nożyk i zaczęła otwierać karton. Wtedy nagle doszło do potężnej eksplozji.

Pani Urszula najbardziej ranna, ale mocno ucierpiały też dzieci. Szokujące sceny! „Mamo, dobij mnie”

Podmuch uderzył w drzwi i przewrócił chłopca oraz jego babcię. Starsza kobieta zerwała się, zobaczyła krew i rany na plecach wnuka. W drugim pokoju ciężko ranne zostały też 8-latka i jej mama. – Córka krzyczała: „mamo, dobij mnie” – opowiadała przed kamerami pani Karolina. To okropny ból wywołał u pokrzywdzonej taką reakcję. – Szukałam telefonu, na ciemnym ekranie wcisnęłam 112. Nie słyszałam nikogo, tylko ja krzyczałam. Reszty już nie pamiętam – wspomina babcia maluchów. Na miejscu prędko pojawiły się służby, w tym karetka i helikopter ratunkowy.

Eksplozja doszczętnie zniszczyła cały segment kuchenny, fala uderzeniowa poszła w przedpokój i tam też rozniosła wszystko, co miała na swojej drodze. Odłamki powbijały się w ciała pokrzywdzonych i w meble, sufit, ściany oraz podłogi. Wybite zostały okna, jedne drzwi wyrwało z futryny. Siła była niewyobrażalna. Ładunek zakwalifikowano jako bombę rurową, domowej roboty, wypełnioną metalowymi elementami. Celem było wyrządzenie jak największych szkód.

Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni

Trzy najbardziej ranne osoby, matka i dwoje jej dzieci, w stanie zagrażającym życiu trafiły do Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze. Wszyscy zostali wprowadzeni w śpiączkę, a zespół medyczny rozpoczął trudną walkę o ich życia. Pani Urszula przestała widzieć, miała w ciele liczne odłamki po bombie, podobnie jak jej dzieci. Kobieta dodatkowo straciła jedną dłoń, lekarze musieli podjąć decyzję o amputacji. Przerażający koszmar, który nie mieści się w głowie.

Prokurator Ewa Antonowicz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze, wyliczała w tamtym okresie, że matka dzieci doznała najpoważniejszych obrażeń, ponieważ znajdowała się w centrum eksplozji. Ale maluchy też nie miały lekko: 8-letnia córka musiała przejść poważną operację usunięcia odłamków z ciała.

Błażej K. nie mógł pogodzić się z rozstaniem. Wcześniej podejrzewano go o znęcanie się nad partnerką

W toku postępowania wyszło na jaw, że 31-latka od ponad roku mieszkała u swoich rodziców, bo rozstała się ze swoim partnerem, Błażejem K., który był jednocześnie ojcem jej najmłodszego dziecka, Bartusia. Na co dzień pracował jako kierowca ciężarówki, rotacyjnie, w Niemczech. Wcześniej para mieszkała razem, kilkanaście kilometrów od Siecieborzyc. Związek rozpadł się, ponieważ mężczyzna stosował przemoc wobec kobiety: ta postanowiła w końcu zabrać dzieci i uciec od niego. Błażej K. został też wówczas pozbawiony praw rodzicielskich.

- Z początku było między nimi bardzo dobrze, mieszkali tam prawie dwa lata. Ale córka powiedziała, że wraca do pracy, a syn będzie chodził do żłobka. To mu się nie spodobało – mówiła w TVN-ie babcia dzieci. – Znęcał się nad córką psychicznie, nad wnuczką też. Ona to ukrywała, dopiero jak razem z nią pojechałam nad morze, to mi się wyżaliła. Nie wiem, czy komukolwiek o tym jeszcze mówiła, była skryta z natury – dodawała kobieta. Według jej relacji, mężczyzna dostał ponadto kuratora i miał leczyć się psychicznie. – W związku z tym były awantury, on skopał ją z dzieckiem na rękach – wyliczała.

Czytaj również:  Bracia zdarli z Anety ubrania, rozłupali czaszkę i wykorzystali. Nie przeżyła. "Bo była brzydka"

Wyrok pozbawiający Błażeja K. praw rodzicielskich uprawomocnił się w tym samym miesiącu, w którym paczka z bombą dotarła do Urszuli. W toku była jeszcze druga sprawa, tym razem karna, prowadzona przez prokuraturę w Żaganiu. Chodziło między innymi o wyzwiska, obrażanie i pobicie pani Urszuli, którego miał dopuścić się jej były partner. Śledczy wystosowali przeciwko niemu akt oskarżenia już rok wcześniej, ale sprawa stanęła w miejscu przez trudności kadrowe, z którymi borykał się wydział karny tamtejszego sądu. – Siłą rzeczy spowodowało to znaczne spiętrzenie i obciążenie pracą. Sędziowie nie byli w stanie nadawać sprawom sprawnego biegu – tłumaczył się w telewizji Michał Wołowicz, prezes Sądu Rejonowego w Żaganiu. Wydarzeniom z udziałem Błażeja K. nie nadano priorytetowego statusu, ponieważ nie istniały przesłanki, że jego zachowania mogą się nasilać. Para nie mieszkała już razem, a podejrzany nie zbliżał się do pokrzywdzonej. Sąd popełnił jednak fatalny błąd, nie stosując wobec niego żadnych środków zapobiegawczych, i dzisiaj już to wiemy. Pierwszy termin wyznaczono dopiero na 31 stycznia 2023 roku, niedługo po incydencie z bombą. Niewykluczone, że stało się to przyczynkiem do przyśpieszenia działań, choć i tak – po fakcie. Być może gdyby nie opóźnienia procedur nie doszłoby do tragedii, bo mężczyzna siedziałby w więzieniu. Teraz stał się głównym podejrzanym w sprawie podłożenia bomby. Zakładano, że jego celem była partnerka.

Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.

Rodzice bronili Błażeja. Nie skrzywdziłby swojego dziecka? "Ma czyste sumienie"

W winę swojego syna od początku nie wierzyli jego rodzice. W TVN-ie ojciec mężczyzny mówił wzburzony, że Błażej K. jest niewinny, dorobił się ciężką pracą, z której Urszula miała czerpać korzyści. – Nie wiem, co tam się stało, ale tam jest mój wnuk, moja krew. Syn jest w pracy, w Niemczech, jeździ tirem. Policja go przesłuchała w Niemczech i jest niewinny. On się nie ukrywa, ma czyste sumienie – wyliczał ojciec Błażeja w programie „Uwaga! TVN”.

Nie wiedział nic o przemocy syna wobec partnerki, nie znał też powodów pozbawienia go praw rodzicielskich wobec dziecka. Prokuratura wszczęła postępowanie w kierunku usiłowania zabójstwa wielu osób, za co grozi kara nawet dożywotniego więzienia.

W szpitalu nad pokrzywdzonymi przez długi czas czuwała najbliższa rodzina. Pilnowali ich też policjanci. Po wybudzeniu ze śpiączki, pani Urszula zorientowała się, że ma amputowaną prawą dłoń. W lewej przeszyte musiały zostać palce. Szczęśliwie zaczęła widzieć, choć początkowo niewyraźnie. U chłopca rany się goiły, córka chodziła na rehabilitację ręki i zabiegi tlenowe. Ludzie z całej Polski masowo dorzucali się do zbiórki charytatywnej, którą uruchomiono na rzecz rodziny.

Czytaj także:  Daniel zabił i przerobił jej psa na smalec, Justyna wbiła mu nóż w serce. "Kochała zwierzęta nad życie"

W międzyczasie prokuratura przekazała, że Błażej K. oficjalnie usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa wielu osób przy użyciu materiałów wybuchowych. Potwierdzono też, że wcześniej miał się znęcać nad kobietą. – Poniżał ją, wyzywał, ograniczał kontakty z rodziną i znajomymi oraz uzależnił finansowo – wyliczali śledczy. Zanim jednak został aresztowany, 34-letni mężczyzna zgodził się porozmawiać z dziennikarzami „Super Expressu”. Podczas krótkiego wywiadu przekonywał, że jest niewinny. – To jest absurd, nie mam nic wspólnego z tym, co się stało. Bardzo kocham synka. Po rozstaniu chciałem się z nim widywać częściej, mieć wpływ na jego rozwój, ale mogę go widywać tylko dwa razy w miesiącu, w dodatku z kuratorem. Jestem tym zdenerwowany, no ale ludzie: przecież nie podkładałbym bomby – podkreślał. Dwa dni przed aresztowaniem opublikował jeszcze filmik w mediach społecznościowych, na którym widać jego syna. Udawał przykładnego ojca. – Wiem, że ludzie mnie oskarżają, bo ciągle ktoś dzwoni i mówi o tym. Rozmawiałem już z policją, zrobili mi nawet przeszukanie i nie zostałem zatrzymany – zapewniał Błażej. A później w istocie został zatrzymany. Mężczyznę finalnie postawiono przed sądem, gdzie rozpoczął się jego proces. W międzyczasie w mediach milczenie przerwała poszkodowana Urszula.

Relacja pokrzywdzonej wbija w fotel. Ból, krzyki, rehabilitacja. "Jestem zła za ręce"

W programie „Uwaga! TVN” opowiadała, że najpierw był huk, potem eksplozja. – Zasłoniłam Olę swoim ciałem i tyle. Potem pamiętam, jak leżałam na podłodze. Nic nie widziałam, nic nie czułam. Miałam tylko w głowie, że to mój koniec, że już mnie nie będzie. Pamiętam, że mama się nade mną nachyliła, i że powiedziałam jej: mamo, dobij. To było straszne – wyznała kobieta. Zarówno jej, jak i dzieciom, nie grozi już niebezpieczeństwo. Byli otoczeni wykwalifikowanymi specjalistami, którzy robili co w ich mocy, by zminimalizować bolesne skutki eksplozji. Później czekała ich długa rehabilitacja. Ogromną rolę odegrało samozaparcie pani Urszuli, która chciała wrócić do pełnej sprawności, zawsze była samodzielna i dążyła do swoich celów. – Dojść do sprawności i nie poddać się, dalej funkcjonować, tak jak funkcjonowałam. To był mój cel – mówiła w TVN-ie.

Przed wypadkiem pracowała w przedszkolu dla dzieci z autyzmem, w przyszłości chciałaby założyć własny gabinet terapeutyczny. Twierdzi, że praca była też powodem złości byłego partnera, chciał żeby znalazła sobie inne zajęcie. – Czuję żal, bo nie zrobiłam nikomu nic złego, nie zasłużyłam sobie na to. Ciężko opisać mi, co czuję. Jestem zła za ręce – opowiedziała. Dzieci miały na to odpowiedź. - Mamo, nieważne jak wyglądasz, i tak cię kocham. Jesteś dla mnie piękna. Damy sobie radę – te słowa wypowiedziała jej córka jeszcze podczas pobytu w szpitalu. Wzruszający moment, który pani Urszula zapamięta na zawsze.

Błażej K. skazany, nagle zaczął wyzywać sędziów. "Jesteście gorsi niż Gestapo"

Sąd Okręgowy w Zielonej Górze ogłosił wyrok w sprawie Błażeja K. na początku marca 2026 roku. Posiedzenie nie przebiegło jednak w spokojnej atmosferze. Śledczy uznali, że mężczyzna jest winny zarzucanych mu czynów. Przygotował pakunek z bombą, by zemścić się na byłej partnerce. Działał z premedytacją, a celem było zabójstwo. Finał? 25 lat więzienia. Gdy Błażej K. usłyszał decyzję, wpadł w szał. Dziennikarze relacjonowali, że zaczął krzyczeć, wyzywać skład orzekający i obrażać sędziów, twierdząc że „są gorsi niż Gestapo”. Nie reagował na polecenia uspokojenia się, a jego zachowanie przerwało przebieg rozprawy. Sąd nakazał wyprowadzenie go siłą.

Oprócz kary pozbawienia wolności, Błażej K. otrzymał też zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonymi. Obowiązuje go również 15-letni zakaz zbliżania się do nich na odległość mniejszą niż 200 metrów. Musi ponadto zapłacić ponad 15 tys. złotych odszkodowania oraz 500 tys. złotych zadośćuczynienia. Zabezpieczono na ten cel hipotekę domu, którego jest właścicielem.

Gdy przygotowywaliśmy ten materiał, wyrok pozostawał nieprawomocny. Niewykluczone, że nastąpi od niego odwołanie, ponieważ obrona domagała się niższej kary, a nawet uniewinnienia, natomiast prokuratura – dożywotniego więzienia. Do czasu ewentualnej, nowej decyzji, w mocy pozostaje pierwszy wyrok, czyli 25 lat pozbawienia wolności.

Sonda
Straciłeś ostatnio kogoś bliskiego?
Matka i dwoje dzieci ciężko ranni | Pokój Zbrodni

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki