Kradzież biżuterii za 1,5 mln złotych. Detektyw Rutkowski wkracza do akcji! Jest NAGRODA

2020-12-02 15:02 Michał Górecki
Krzysztof Rutkowski zaraza przegrała z jego fryzurą
Autor: Tomasz Radzik Krzysztof Rutkowski zaraza przegrała z jego fryzurą

Wraca sprawa zielonogórskiego lombardu. Policja nie dała rady, prokuratura umorzyła postępowanie, a sąd unieważnienie uprawomocnił. Złodziei 1,5 miliona złotych w biżuterii z lombardu w Zielonej Górze już nigdy nie uda się złapać? Krzysztof Rutkowski odkopuje sprawę z 2017 roku, wskazuje tropy i obiecuje nagrody.

Zielona Góra, 29 września 2017 roku. W samym centrum miasta ok. 16.00 dochodzi do dziwnego skoku na lombard. Dwóch mężczyzn po prostu wchodzi do lokalu, unikają szarpaniny i wybijania szyb. Pracownika zamykają w toalecie, a sami wynoszą złoto i biżuterię, którą później oszacowano na około 1,5 miliona złotych. Sprawa pozostaje nierozwiązana przez trzy lata, w tym czasie prokuratura umarza śledztwo, a sąd decyzję podtrzymuję.

Właściciel obrabowanego lombardu się nie poddaje i szuka nadziei w detektywie Krzysztofie Rutkowskim. W ten sposób wraca sprawa sprzed lat, razem z nią nagroda za wskazanie sprawców.

- 50 000 zł nagrody za wskazanie sprawców kradzieży w Zielonej Górze. Wynieśli biżuterię o wartości 1 500 000 zł !!! - grzmi Rutkowski w mediach społecznościowych.

W poniedziałek 30 listopada detektyw pojawił się w Zielonej Górze i zwołał konferencję prasową. Poinformował, że biuro wraca do sprawy, dysponując m.in. zdjęciami postaci zarejestrowanymi na monitoringu.

- Będziemy starali się kontynuować tę sprawę. Zielona Góra jest jednym z najlepiej monitorowanych miast w zachodniej Polsce. Policja mogła wykorzystać monitoring z wielu źródeł, a mimo to, sprawy nie udało się rozwiązać. Sytuacja była dość dziwna, bo pracownica wyszła do toalety i w tym samym momencie została w niej zamknięta. Wszystko wydarzyło się w środku dnia. Jej zachowanie jest wątpliwe, bo powinna usłyszeć próby dobijania się do drzwi - cytuje słowa detektywa portal zielonagoranaszemiasto.pl

Niezadowolony z pracy policji jest sam właściciel lombardu, który krytykował podjęte kroki. - Pierwsze pytania były o to, czy lokal był ubezpieczony i usłyszałem, żebym sam we własnej zakresie zajął się sprawą. Zasugerowano mi, że mogę nawet znać te osoby, co było mocno nie na miejscu. Nie wiem, dlaczego wpadli na ten pomysł. Wielokrotnie prosiłem o zwrot urządzenia, które posiadało nagrania z monitoringu. Pracownica, wychodząc do toalety, nie była pewna, czy zamknęła lokal i nie wzięła ze sobą telefonu. Jest to dla mnie niezrozumiałe. Zaraz po zdarzeniu pracownica brała ślub i wyjechała z mężem na podróż poślubną do Japonii - puentował sytuację z 2017 roku.

Szczepienie na koronawirusa. Morawiecki właśnie to UJAWNIŁ. Każdy musi to wiedzieć