Kort na terenie Belwederu jest dokładnie ukryty za drzewami. Wiedzą o nim tylko nieliczni. Jako pierwszy grywał na nim prezydent Aleksander Kwaśniewski (59 l.). Bronisław Komorowski w tenisa nie gra. Ale kort nie stoi pusty - korzysta z niego premier Donald Tusk.
Piątek, tuż po 12.30. Na teren Belwederu wjeżdża limuzyna z Tuskiem. Z samochodu wyskakuje premier. W krótkich spodenkach, koszulce i z rakietą tenisową w ręku. Jak widać, zamiast haratania w gałę teraz woli machać rakietą i odbijać piłkę. I najwyraźniej to podczas biegania po korcie Tusk postanowił zdymisjonować szefa kontrwywiadu gen. Janusza Noska (45 l.), bo informację o tej decyzji ujawniono chwilę po tym, jak premier skończył grać. Z Belwederu wyjechał przed godziną 15. Szkoda, że takiej przerwy w codziennych obowiązkach nie mogą zrobić sobie zwykli Polacy. - Od razu by nas zwolniono z pracy! - mówią ludzie, z którymi rozmawialiśmy.
ZOBACZ: Cała Polska czeka na Tuska
Edyta Bielawiec (20 l.), kelnerka:
- Tusk już dawno dał się poznać jako mało pracowity, tenis w godzinach urzędowania tylko to potwierdził. Nie wyobrażam sobie, abym mogła zrobić podobnie i, ot tak, wyjść sobie z pracy, by pograć w tenisa czy pójść na zakupy.
Karol Sawicki (32 l.), elektryk:
- W godzinach pracy premier powinien zająć się obowiązkami, a nie zabawiać się grą. Ja, żeby zarobić, muszę pracować od świtu do nocy. Nie mam czasu, aby zjeść kanapkę czy wypić kawę, nie mówiąc już o grze w tenisa.