Sprawa śmierci 19-letniego Olka z Grudziądza od ponad dwóch lat budzi ogromne emocje. Chłopak zmarł po tym, jak podczas ucieczki przed policją próbował przeskoczyć przez płot i doznał obrażeń. Później trafił do karetki, a następnie na Szpitalny Oddział Ratunkowy w Grudziądzu. Sposób, w jaki był traktowany przez medyków w ambulansie, został pokazany w materiale programu „Uwaga!” TVN.
Przed sądem odpowiada trzech lekarzy – jeden związany z zespołem karetki oraz dwóch ze szpitala. Jak informuje „Gazeta Pomorska”, podczas środowej (9 września) rozprawy zeznawali kolejni świadkowie.
Ordynator: „Oceniam go bardzo wysoko”
Jednym z oskarżonych jest anestezjolog Marek O. Został wezwany na SOR, gdy 19-latek był już w stanie krytycznym. Według opinii biegłych podczas udzielania pomocy Olkowi miało dojść m.in. do nieprawidłowości przy intubacji.
Przed sądem zeznawał dr Piotr Kowalski, ordynator oddziału anestezjologii i intensywnej terapii, a jednocześnie przełożony Marka O.
To lekarz o dużej empatii, dużo uczący się, pożądana osoba w zespole. Oceniam go bardzo wysoko – mówił na sali sądowej dr Kowalski, cytowany przez „Gazetę Pomorską”.
Ordynator zaznaczał, że Marek O. tego dnia pełnił dyżur na oddziale anestezjologii, a na SOR został wezwany do pomocy w dramatycznej sytuacji. Podkreślał również, że oskarżony nie odpowiadał za sprzęt znajdujący się na SOR. Kwestia wyposażenia oddziału jest jednym z elementów linii obrony lekarza.
Ratownik nie pamiętał tragicznego dnia
W środę zeznawali także ratownicy medyczni, którzy pełnili dyżur na SOR, gdy do szpitala trafił Olek.
Jeden ze świadków nie był w stanie odtworzyć szczegółów wydarzeń. Tłumaczył, że od tragedii minęło już dużo czasu, a przez SOR każdego dnia przewija się bardzo wielu pacjentów. Jak relacjonuje „Gazeta Pomorska”, mężczyzna przekonywał, że o sprawie przypomniał sobie dopiero wtedy, gdy otrzymał wezwanie do sądu. Nie śledził wcześniej informacji na ten temat i nie rozmawiał o zdarzeniu z innymi ratownikami.
Żona oskarżonego lekarza zeznawała w jego obronie
Znacznie więcej szczegółów z feralnego dnia pamiętała ratowniczka medyczna, która była żoną Maksima D., jednego z oskarżonych lekarzy. Kobieta mogła odmówić składania zeznań, jednak zdecydowała się wystąpić przed sądem.
Tego dnia razem z mężem pełniła dyżur na SOR.
Jak zeznała, podczas przekazywania Olka lekarz z karetki miał przede wszystkim zwracać uwagę na okoliczności, w jakich doszło do zdarzenia. Miał mówić o ucieczce 19-latka przed policją, możliwym wpływie narkotyków oraz próbie przeskoczenia przez płot. Świadek przekonywała również, że od początku uczestniczyła w przygotowaniach Olka do reanimacji. W jej ocenie na przybycie lekarzy nie trzeba było długo czekać – miało to potrwać kilka minut.
Nie pamiętała natomiast, czy podczas intubacji pojawiły się problemy ani czy anestezjolog informował, że sprzęt nie działa lub potrzebne jest inne wyposażenie.
Jej relacja różni się od zeznań innej ratowniczki, która wcześniej stanęła przed sądem.